|
Stephen King (Ręka Mistrza)
#1
Edgar Freemantle po przebytym wypadku, na skutek którego stracił rękę
postanawia odpocząć wyjeżdżając na piekną, spokojną wyspę Duma Key.
Zajmując jeden z domków dla gości powraca do swojego młodzieńczego
hobby, jakim jest malowanie. Tyle, że Edgar szczególnie upodobał sobie
malowanie tą ręką, której nie ma, a jego obrazy zaczynają żyć własnym
życiem...
Po ckliwej "Historii Lisey" i mało ambitnej "Komórce" Stephen King
napisał książkę utrzymaną w stylu swoich pierwszych (moim zdaniem
najlepszych) powieści. "Ręka mistrza" jest klasyczną opowieścią o
zjawiskach nadprzyrodzonych, której najmocniejszą stroną jest ten
osobliwy kingowski klimat i aura tajemnicy utrzymujące się przez
wszystkie karty książki. Tym razem głównym bohaterem nie jest pisarz
lecz artysta, który przechodzi rekonwalescencję po wypadku na wyspie
Duma Key. Poznaje tam właścicielkę wyspy - kobietę w podeszłym wieku
chorującą na Alzheimera oraz mężczyznę, który się nią opiekuje - byłego
prawnika, którego dręczą niemiłe wspomnienia z przeszłości. Ta trójka
wraz z młodym chłopakiem, który pomaga Edgarowi zadomowić się w nowym
miejscu od razu się zaprzyjaźnia i to oni będą musieli stawić czoło złym
mocom szalejącym na wyspie.
"Ręka mistrza" przeznaczona jest przede wszystkim dla tych osób, którzy
gustują w długich wprowadzeniach Kinga we właściwą akcję. Początkowo
mamy do czynienia bardziej z powieścią obyczajową aniżeli horrorem -
poznajemy naszych bohaterów oraz wyspę, na której osiedli, poznajemy ich
nieszczęśliwą przeszłość, a przez to od razu się w nich zakochujemy.
Właśnie na tym polega mój główny problem, jeśli chodzi o obcowanie z
książkami tego autora. Podczas, gdy inni narzekają, że pisze on zbyt
obszerne tomy, ja chciałabym coś dwa razy grubszego, ponieważ tak bardzo
przywiązuję się do jego bohaterów, że ciężko mi tak po prostu się z nimi
rozstać. W przypadku "Ręki mistrza" było podobnie. Kiedy skończyłam
czytać tę powieść bardzo żałowałam, że to już koniec.
Stephen King nie byłby sobą, gdyby nie pobawił się trochę uczuciami
swoich czytelników. Tak więc i w tym przypadku znajdzie się miejsce na
łzy (tak, tak ja też płakałam), śmiech i najczystszą grozę. Jeśli ktoś
zaczyna swoją przygodę z Kingiem to może śmiało sięgnąć po tę pozycję,
gdyż stanowi ona podsumowanie całego geniuszu tego autora - tą powieścią
udowadnia, że jeszcze się nie wypalił, a wręcz przeciwnie, że dopiero
zaczyna naprawdę straszyć. Niczym w "Lśnieniu" King powoli prowadzi
czytelnika za rękę wprost w największy koszmar, jaki tylko może sobie
wyśnić i zupełnie nie obchodzi go to, że po skończonej lekturze
pozostanie w nas tylko wszechogarniająca groza z domieszką odrobiny
nostalgii i smutku. Chcecie dojrzałej powieści, która traktuje nie tylko
o duchach, ale również zwykłych życiowych problemach, z którymi zmaga
się niejedna osoba? Sięgnijcie po "Rękę mistrza", a na pewno nie
pożałujecie. Jeśli ktoś dojrzał do poważnej literatury Kinga jest to
powieść w sam raz dla niego. Akcja książki, choć początkowo pozornie nic
interesującego się w niej nie dzieje jest skonstruowana w taki sposób,
żeby powoli, acz systematycznie wciągać czytelnika w życie naszych
bohaterów. W końcu dojdziemy do takiego momentu, w którym ciężko będzie
nam odłożyć tę pozycję na bok i zrobić przerwę chociażby na sen. Ciągle
będzie nam mało, będziemy chcieli wiedzieć, jak to wszystko się skończy.
A zakończenie niejednego czytelnika wprawi w wielkie osłupienie -
pozostawi go z mieszanymi uczuciami, nie pozwalając o sobie zapomnieć
przez długi czas.
Jeśli ktoś zdecydowałby się na ekranizację tej książki byłabym
niezmiernie szczęśliwa, gdyż swoją konstrukcją fabularną stanowi
materiał na niezmiernie przerażający horror. "Ręka mistrza" jest
literaturą kompletną dla każdego wielbiciela nie tylko opowieści grozy,
ale zwykłych obyczajowych historii z tajemnicą w tle.
by Buffy1977. |
Stephen King (Ręka Mistrza)
#2
Rewelacyjna i przerażająca
lektura, która przykuła moją uwagę od pierwszego zdania.
Uwielbiam prozę Stephena Kinga; można ją smakować, rozkoszować się tym
specyficznym, niepowtarzalnym stylem; tu zwykłe słowa nabierają
niepokojącej mocy, wciągają czytelnika w swój świat, a jednocześnie są
tak naturalne jak powietrze, którym się oddycha.
Podobnie było i z tą powieścią, prawdziwą symfonią grozy, która
pochłania od pierwszych stron i nie daje odetchnąć do samego końca.
Główny bohater, Edgar Freemantle w ciężkim wypadku traci prawą rękę i
doznaje poważnego urazu głowy. Wydarzenie to początkuje serię
zadziwiających i niesamowitych zdarzeń - za radą swojego psychologa
znajduje swój "raj na ziemi" (a w każdym razie tak mu się początkowo
wydaje) - wyspę Duma Key u wybrzeży Florydy. Tutaj próbuje odzyskać
psychiczną i fizyczną równowagę po tragicznym wypadku, który zmienił
całe jego życie i z początku nawet nieźle mu idzie - odkrywa w sobie
niezwykły, nieoczekiwany talent malarski, zaprzyjaźnia się z Jeromem
Wiremanem (fantastyczna postać, moja ulubiona w tej powieści!) i będącą
pod jego opieką staruszką Elizabeth Eastlake... Jednak niepostrzeżenie
dla samego bohatera narasta groza, która, jak się wydaje, bierze swój
początek w jego niepokojących i mrocznych obrazach. Freemantle będzie
musiał stawić czoło nie tylko demonom nękającym jego umysł, ale także
tym stojącym za pewną starą, rodzinną tragedią. Lecz siła, którą próbuje
pokonać jest pradawna, a co gorsza - nadspodziewanie potężna i groźna...
Jak zwykle u Kinga najbardziej przerażające jest to, co nienazwane i
nieokreślone, to, co atakuje człowieka od wewnątrz i zabiera mu to, co
dla niego najcenniejsze. Tak właśnie jest i w tej książce, i to w
najlepszym wydaniu.
Polecam wszystkim - także ze względu na bezcenne perełki Wiremana. Dają
do myślenia, podobnie jak cała lektura; to nie tylko doskonałe
straszydło, ale także świetna i pełna głębi powieść psychologiczna.
by Isadora. |