|
Stephen King (Buick 8)
Policjant stanowy ginie w wypadku. Jego syn, Ned, zaczyna spędzać coraz
więcej czasu w dawnej pracy ojca - zaprzyjaźnia się z jego kolegami
policjantami, pomaga w drobnych pracach na posterunku. Pewnego dnia
chłopak zauważa na terenie jednostki dziwny samochód. Pyta o niego
sierżanta, który zaczyna snuć opowieść o starych, przerażających
czasach, w których głównym bohaterem był ów tajemniczy buick roadmaster.
Osobiście nie przepadam za nową twórczością Stephena Kinga. "Buick 8"
pierwszy raz wydano w 2002 roku, czyli w okresie, kiedy King najlepsze
lata pisarskie miał już dawno za sobą. Nie spodziewałam się wiele po tej
lekturze, a więc i nie zawiodłam się zanadto. Choć z drugiej strony
książka zaoferowała mi również kilka intrygujących smaczków. Zacznijmy
od fabuły prowadzonej dwutorowo - poznajemy zarówno wydarzenia obecne,
jak i przeszłe. Sierżant Sandy Dearborn wraz z kilkoma policjantami
opowiada młodemu Nedowi Wilcoxowi historię dziwnego samochodu, który
obecnie znajduje się w Baraku B na terenie posterunku policji stanowej.
Szybko okazuje się, że tajemniczy buick jest swego rodzaju portalem,
który zarówno przenosi ludzi z tego świata na tamtą stronę, jak i od
czasu do czasu "przysyła" tutaj dziwne stwory z drugiego, przerażającego
wymiaru. Sposób opowiadania historii chwilami może zbijać nieco z tropu,
gdyż narratorzy zmieniają się dosyć często - szczególnie pod koniec
powieści. Męczą również żmudne opisy stworów wychodzących z bagażnika
buicka oraz eksperymentów policji na nadnaturalnym samochodzie. Na
początku czytelnik na pewno będzie z wielkim napięciem oczekiwać chwili,
kiedy to stanie twarzą w twarz z potworami "rodzonymi" przez buicka, ale
gwarantuję, że szybko się tym znudzi, gdyż z biegiem trwania powieści
King odrobinę zapomina o stopniowaniu atmosfery oraz potęgowaniu
tajemnicy - dość szybko odkrywa wszystkie karty.
Co zdecydowanie można zapisać tej powieści na plus? Oczywiście
bohaterów, co raczej nie jest niczym odkrywczym w przypadku twórczości
tego konkretnego autora. Chwilami książka przypomina odrobinę
wcześniejsze dzieło Kinga zatytułowane "Christine" i nie tylko dlatego,
że obie powieści traktują o nadnaturalnym samochodzie, ale również przez
wzgląd na oddziaływanie owych pojazdów na bohaterów. W "Christine"
mieliśmy Arniego Cunnighama, którego szybko ogarnęła obsesja na punkcie
swojego nowego wozu. Tymczasem podobną sytuację mamy w "Buicku 8" -
tutaj od samochodu uzależnia się ojciec Neda, Curtis Wilcox. Ale nie
obsesja jest najważniejszym elementem tej powieści. King poza samochodem
skupia się również na pracy policji stanowej - poznajemy w
najdrobniejszych szczegółach zarówno cienie jak i blaski bycia gliną. W
posłowiu autor wyjaśnia, że przygotowując się do pisania tej książki
spotkał się z paroma policjantami, którzy przybliżyli mu swoją pracę, a
co nie ukrywając znacznie zawyżyło poziom jego powieści.
"Ta imitacja życia, którą widzimy w telewizji i kinie, wsącza nam w
mózg przekonanie, że ludzka egzystencja składa się z objawień i nagłych
odmian uczuć; myślę, że kiedy osiągamy dorosłość, na jakimś poziomie
zaczynamy akceptować to przekonanie. Takie rzeczy mogą się wydarzać od
czasu do czasu, ale na ogół to chyba nie tak. Zachodzą tak, jak mój
najmłodszy siostrzeniec oddycha w najgłębszym śnie. [...] Wydarzenia
tego świata rzadko dopowiadają koniec."
Myślę, że do tych kilku zdań sprowadza się przesłanie tej książki.
Przedstawiając nam historię buicka roadmastera Stephen King niejako na
marginesie wyjaśnia nam, że nie wszystko w życiu da się łatwo
wytłumaczyć, że nie każda historia istnieje po to, aby rozwiać tajemnicę
naszej egzystencji i odpowiedzeć na nasze liczne pytania. Czasem warto
poznać jakąś opowieść dla samej opowieści. Oczywiście, jak łatwo się
tego można domyślić, młody Ned Wilcox nie będzie zadowolony z takiej
konkluzji, ale do czego go to zaprowadzi pozostawię bez komentarza -
lepiej aby potencjalni czytelnicy tej powieści sami do tego dotarli.
Zważywszy na w większości dosyć słabą nową twórczość Stephena Kinga
"Buick 8" nie wypada wcale tak tragicznie. Oczywiście nie dorównuje
"Ręce Mistrza" czy "Pod kopułą", ale i tak oferuje nam kilka
niezapomnianych chwil. Rzecz jasna osoby niezaznajomione z twórczością
tego autora nie powinni zaczynać swojej przygody z jego prozą od tej
konkretnej pozycji, ale dla wielbicieli Króla może to być całkiem
przyjemna lektura.
by Buffy1977. |