|
Stephen King (Gra Geralda)
Państwo Burlingame spędzają jesienny weekend w domku letniskowym nad
jeziorem Kashwakamak. Głowa rodziny, Gerald, postanawia wykorzystać
wolny czas na swojej ulubionej grze erotycznej z żoną Jessie. Nie
przejmując się brakiem entuzjazmu kobiety, do owego pomysłu przykuwa ją
kajdankami do łóżka i pomimo jej protestów jest zdeterminowany aby
kochać się z nią. Jessie wpada w szał i zadaje mu cios w pierś, co
wywołuje lawinę przyszłych koszmarnych wydarzeń. Gerald dostaje ataku
serca i pada martwy na podłogę, a jego żona zostaje sama w domku na
odludziu, przykuta solidnymi kajdankami do łóżka, bez szans na
jakikolwiek ratunek.
"Kiedy ze wstrząsającą nagłością walą się w gruzy wszystkie
ustalone struktury czyjegoś życia, należy znaleźć coś, czego można się
trzymać, coś racjonalnego, a zarazem przewidywalnego. [...] Bo jeśli nie
znajdzie się niczego, czego można się trzymać, co jest przynajmniej
trochę racjonalne, obce elementy nowego porządku świata doprowadzą
człowieka do szaleństwa."
Zapoznając się z opisem tej książki nie mogłam jej nie zakupić. Moja
ciekawość nie była niczym dziwnym, w końcu każdy zastanawiałby się, co
też może się dziać przez paręset stron lektury, podczas gdy jedyna jej
bohaterka przez cały czas jest przykuta do łóżka. Bez wątpienia Stephen
King wykazał się w tym aspekcie rozległą wyobraźnią - w końcu ilu
autorów byłoby w stanie wymyślić, coś tak oryginalnego, a równocześnie
jakże realistycznego? Wydawcy reklamowali "Grę Geralda", jako wnikliwe
studium kobiecej psychiki, jedną z najlepszych książek feministycznych,
jakie napisano - ciekawe, zważywszy na fakt, że napisał ją mężczyzna...
Myślę, że nie ma w tych stwierdzeniach, ani odrobiny przesady. Przykuta
do łóżka Jessie nieustannie prowadzi wewnętrzny dialog z głosami, które
słyszy w głowie, a które są odbiciem jej samej. Z owych konwersacji
czytelnik dowiaduje się, jak wyglądało traumatyczne dzieciństwo Jessie,
lata młodzieńcze oraz okres dorosłości. Sporo nawiązań do "Dolores
Claiborne" jasno daje nam do zrozumienia, jaki też będzie główny wątek
powieści. Otóż, dla Jessie jej niezwykłe więzienie na łóżku w domku
letniskowym paradoksalnie przyczynia się do wyrwania się z pętów
przeszłości. Kobieta ma mnóstwo czasu, aby zmierzyć się ze swoimi
wspomnieniami z dzieciństwa, aby zrozumieć, że podczas zaćmienia Słońca
jej ojciec zrobił coś, co bezpośrednio rzutowało na jej dalsze życie i
wreszcie po tylu latach pogodzić się z tym. Podświadoma nienawiść Jessie
do płci męskiej jest tutaj, aż nadto wyraziście nakreślona, dlatego
między innymi "Grę Geralda" określono mianem powieści feministycznej.
"Głos ten twierdził, że w mroku świat się zmienia. W mroku, a
zwłaszcza w samotności. Pękają wówczas zamki klatki, w której mieszka
wyobraźnia, i wszystko może się wyrwać na wolność - absolutnie
wszystko."
Wydarzenia, które rozgrywają się w domku letniskowym, podczas gdy Jessie
leży przykuta do łóżka są już pełnokrwistym horrorem. Bezpański pies,
którego ciężkie życie King również nam odrobinę przybliża wchodzi do
środka w poszukiwaniu pożywienia i znajduje Geralda... To, co robi na
oczach spanikowanej kobiety, nie mogącej go powstrzymać oczywiście
zniesmaczy niejednego czytelnika, ale równocześnie nie pozwoli mu na
nienawiść względem zwierzęcia - King nie pozwala nam na takie
jednoznaczne uczucia, zapoznając nas z piekłem, jakie przeżył pies. W
domku pojawia się również dziwny mroczny gość, który prezentuje jej
zawartość swojego wiklinowego koszyka, wypełnionego biżuterią oraz
kośćmi ludzkimi. W tym momencie King osiąga wyżyny w budowaniu klimatu
grozy, dając czytelnikowi jasno do zrozumienia, że Jessie spotkała
upiora rodem z najgorszych koszmarów. Walka Jessie o zdobycie szklanki
wody jest nadzwyczaj spektakularna, ale blednie przy tym, co kobieta
decyduje się zrobić, aby w końcu wyrwać się ze swojego więzienia. Szkoda
tylko, że czytelnik od początku będzie wiedział, że Jessie zrobi właśnie
to. W końcu, istnieją dwa sprawdzone sposoby, aby uwolnić się z
kajdanek, a jak to u Kinga bywa kobieta wybierze oczywiście ten bardziej
krwawy.
"Szaleństwo przyniosłoby ulgę, lecz nie chciało nadejść. Sen
również. Śmierć mogłaby się okazać jeszcze lepsza, podobnie jak
ciemność."
Zakończenie jest najsłabszą częścią powieści. Podczas gdy King tak
idealnie wczuł się w rozpaczliwą sytuację zniewolonej kobiety, kreśląc
nam z niebywałą dokładnością jej procesy myślowe oraz przez cały czas
dbając o sugestywny klimat beznadziejności - w końcu większość prób
Jessie, aby się uwolnić nieodmiennie kończy się fiaskiem - w finale
autor psuje najmocniejszy akcent powieści. Mroczna istota, z którą nasza
bohaterka spotkała się w domku letniskowym traci cały swój urok
tajemniczości, przestaje być nadnaturalnym, przerażającym stworem.
UWAGA SPOILER Zrobienie z nocnego gościa Jessie zwykłego dewianta na
kształt Eda Geina nie jest zbyt przekonujące, można nawet rzec, że owy
wątek autor naciągnął do granic możliwości. A można było zostawić jego
postać w spokoju, pozostawiając czytelnika z masą wątpliwości po
skończonej lekturze - z pewnością taki zabieg prezentowałby się o wiele
bardziej intrygująco, aniżeli to, co wykreował nam autor KONIEC
SPOILERA.
Choć "Gra Geralda" posiada kilka słabszych, nudniejszych momentów to i
tak myślę, że jest to lektura, z którą każda kobieta powinna jak
najszybciej się zapoznać. Mówię kobieta, ponieważ jestem przekonana, że
mężczyźni nie będą w stanie całkowicie zrozumieć procesów myślowych
Jessie, a nawet w pewnych momentach mogą poczuć do niej nieodpartą
nienawiść. Jeśli lubicie mocno psychologiczne powieści to ta pozycja
jest właśnie dla was.
by Buffy1977. |