|
Dean Koontz (Przełęcz Śmierci)
Małżeństwo, Hatch i Lindsey, mają wypadek samochodowy, podczas którego
mężczyzna umiera. Oboje zostają przewiezieni do szpitala, gdzie lekarzom
udaje się sprowadzić Hatcha z powrotem do świata żywych. Zarówno, on jak
i Lindsey postanawiają rozpocząć nowe życie. Przestają rozpamiętywać
śmierć ich pięcioletniego syna i decydują się na adopcję kalekiej
dziewczynki. Tymczasem Hatch zaczyna miewać dziwne sny, w których jest
on mordercą. Szybko odkrywa, że jego sny się sprawdzają, i że w istocie
w jakiś sposób zyskał sposobność mediumicznego wglądu w życie
grasującego po okolicy psychopaty, który sam siebie nazywa Vassago. Co
gorsza, zabójca wie również o Hatchu i jego rodzinie...
"Martwi pozostają martwymi, a żywi tylko czekają, by do nich
dołączyć."
Horrory Deana Koontza zawsze mnie zachwycały. Nic dziwnego, że ten
pisarz plasuje się na drugim miejscu, jeśli chodzi o literaturę grozy.
Jego powieść "Przełęcz śmierci" jest prawdziwą wycieczką w głąb
psychopatycznego umysłu. Autor zdecydował się na równoległe opisywanie
zarówno życia bohaterów, jak i głównego antagonisty i jak dla mnie to
przede wszystkim psychika Vassago czyni z tej książki tak wciągającą
pozycję. Literatura Koontza zawsze odznaczała się drobiazgowymi opisami
zarówno miejsca akcji, jak i jego bohaterów. Tym razem nie jest inaczej,
tyle, że postać Vassago, jego dzieciństwo oraz zbrodnicza działalność
dla niejednego czytelnika może okazać się najzwyklejszym koszmarem.
Mężczyzna, który podobnie jak Hatch został przed laty wskrzeszony jest
przekonany, że wyrwano go z Piekła, a żeby tam wrócić musi mordować
pełnych witalności ludzi, a z ich ciał stwarzać makabryczne kompozycje.
Przyznam się szczerze, że miejsce, w której Vassago tworzył swoją
"sztukę" zostało tak dokładnie opisane, każde ciało w najdrobniejszych
szczegółach zostaje nam zilustrowane barwnymi słowami Koontza, że nie ma
możliwości choćby nie skrzywić się ze wstrętem.
"Nienawidził świata żywych, w którym został urodzony. Czuł wstręt
do pozorów: znaczenia, obyczajów, moralności i cnót, których wyznawcami
byli żywi. Hipokryzja związków międzyludzkich, w których publicznie
głosi się bezinteresowność, a prywatnie postępuje egoistycznie, bawiła
go i jednocześnie napawała odrazą. Wydawało mu się, że każdy akt
życzliwości dokonywany jest wyłącznie pod kątem późniejszego rewanżu,
którego można będzie zażądać od obdarowanego."
Sam pomysł na książkę również do banalnych nie należy. Mamy szlachetnego
Hatcha, który nigdy nikogo nie skrzywdził, zawsze służył pomocą innym,
nigdy nie unosił się gniewem. Z drugiej strony natomiast mamy młodego
człowieka, który uważa, że całe życie to fałsz, że każdy człowiek jest z
natury egoistą, że wszyscy udają uczucia do bliźnich, a w rzeczywistości
każdy myśli tylko o sobie i korzyściach, jakie może odnieść żerując na
innych. Tym dwóch mężczyzn łączy swego rodzaju mediumiczna więź. Zarówno
Hatch ma wgląd w życie mordercy, jak i Vassago może podejrzeć, co w
danej chwili robi Hatch. Jak można się tego spodziewać taki scenariusz
nie prowadzi do dobrego zakończenia. Oboje są swoimi śmiertelnymi
wrogami, więc konfrontacja jest nieunikniona.
"Niektórzy twierdzą, że zło jest po prostu konsekwencją naszych
działań; niczym więcej, jak tylko skutkiem naszej woli. Lecz ja wierzę,
że jest jeszcze czymś więcej. Wierzę, że zło jest siłą bardzo
rzeczywistą, odmienną energią, obecną w naszym świecie."
Książki Deana Koontza zawsze miały w sobie to coś, co potrafiło wciągnąć
mnie w opowiadaną przez niego historię bez reszty. Tak też jest w
przypadku "Przełęczy śmierci", choć zakończenie pozostawia wiele do
życzenia - autor powinien popracować nad lepszymi finałami swoich
powieści, gdyż niemal zawsze serwuje nam łzawe happy endy, które w tych
czasach raczej nie mają siły przebicia. Nie mogę powiedzieć, że ta
książka należy do ścisłej czołówki literatury Koontza, ponieważ jak do
tej pory napisał sporo innych, o wiele lepszych powieści. Ale na pewno
niejednemu czytelnikowi zapewni ogromną dawkę mocnych, przerażających
wrażeń. W 1995 roku nakręcono luźną adaptację tej historii zatytułowaną
"Kryjówka diabła", która moim zdaniem nie dorównuje do pięt swojemu
literackiemu pierwowzorowi.
by Buffy1977. |