|
Łukasz Gołębiewski (Melanże Z
Żyletką)
Książki na temat narkomanii i osób uzależnionych od narkotyków od lat
cieszą się ogromnym powodzeniem. Jako przykład można byłoby chociażby
podać „My dzieci z dworca zoo” Christiane Felscherinow lub „Pamiętnik
narkomanki” Barbary Rosiek, które znają wszyscy czytelnicy, interesujący
się relacjami osób, borykającymi się z problemem uzależnienia. Tego typu
lektury powinny być przede wszystkim przestrogą, dla tych, którzy
uciekają do narkotyków od problemów bądź też po prostu chcą się dobrze
bawić, nie wiedząc, że z czasem zabawa może przekształcić się w chorą
grę o każdy dzień i o każdą działkę. Osobiście lubię tego typu powieści,
głównie dlatego, że ukazują ludzkie cierpienie, znacznie lepiej niż
niejeden horror. W filmach bohaterowie muszą bronić się przed oprawcami
czy też demonami. Biorąc używki – przed samym sobą.
Gdybym miała powiedzieć w paru słowach o czym są „Melanże z Żyletką”
napisałabym, że to powieść o niespełnionej miłości, alkoholowych
libacjach i dobrej zabawie. Główny bohater, pisarz, nie stroni od
trunków czy też kobiet – całymi dniami przesiaduje ze znajomymi,
upijając się na umór. W pewnym momencie poznaje Zuzę – nastoletnią
maturzystkę, która wkracza do brutalnego świata alkoholu i narkotyków.
Zainteresowany dziewczyną mężczyzna, pokazuje jej swoją książkę – „Xenna
moja miłość”, która sprawia, że Zuza całkowicie zbliża się do nowego
przyjaciela, zapominając o szkole i innych obowiązkach. Nie zdaje matury
i razem z kochankiem, byłym chłopakiem Karolem i znajomymi od kieliszka
bądź butelki rozpoczyna życie, jakiego dotychczas sobie nie wyobrażała.
Otrzymuje przydomek „Żyletka”, bowiem lubi ciąć się, aby zwrócić na
siebie uwagę. Jednak jej działania nie ruszają narratora książki, dla
którego liczy się przede wszystkim spokój i brak jakichkolwiek
zobowiązań. Zuza uporczywie stara się znaleźć miłość, ale od samego
początku wiadomo, że źle ulokowała uczucia, co również stało się powodem
jej samozagłady. Z czasem główny bohater zaczyna inaczej postrzegać tą
zagubioną dziewczynę, lecz czy nie jest za późno na jakiekolwiek zmiany?
Są książki, podczas których czytania można co chwilę wybuchać śmiechem.
Są też i takie, gdzie łzy same napływają do oczu, gdy czytamy o kolejnej
porażce bohatera. Dzięki „Melanżom z Żyletką” wiem, że istnieją
powieści, potrafiące zdenerwować czytelnika. I to nie robić tego w
sposób negatywny, lecz na pewien sposób pozytywny. Czytając tą lekturę
praktycznie cały czas z przerażeniem patrzyłam na to, co dzieje się z
postaciami i jak powoli stają się zabawkami w rękach alkoholu. Martwiłam
się o los Zuzanny, niepozornej dziewczyny z wielkimi marzeniami i małymi
ambicjami, która swoim zachowaniem i postawą urzekała niemal od
pierwszych stron. Niekiedy z zaciśniętymi w pięść dłońmi obserwowałam,
jak powoli się stacza, nie widząc w tym, co robi niczego złego –
funkcjonowała tak jak wszyscy i po prostu dobrze się bawiła. Odnoszę
wrażenie, że autor nieco utożsamił się głównym bohaterem – o czym
świadczy chociażby wręczenie Zuzie swojej poprzedniej książki, przez co
przyznam – sprawdziłam biografię Łukasza Gołębiewskiego doszukując się
powiązań z narkotykami… W niektórych momentach aż trudno uwierzyć, że
cała lektura jest jedynie fikcją literacką. Pisarz doskonale ukazał
wariackie imprezy i alkoholowe wyścigi, powodując, że czytelnik z
osłupieniem czyta kolejne słowa, nie mając pojęcia, jak dalej potoczy
się życie postaci. Fenomen tej powieści tkwi w tym, że autor nie stosuje
żadnych długich i łapiących za serce opisów, a dialogami i prostym
stwierdzeniem prawdy jeszcze bardziej przeraża. W świecie, w którym żyli
bohaterowie, ich zachowanie było czymś normalnym i narrator nie widzi
nic dziwnego w tym, co się dzieje z Zuzią. To czyni „Melanże z Żyletką”
polskim horrorem ze starych blokowisk.
Łukasz Gołębiewski stworzył intrygującą książkę, która wywołuje u
czytelnika skrajne uczucia. Dzięki tej lekturze można choć na chwilę
zatrzymać się w miejscu i inaczej spojrzeć na nasze życie, które
znacznie różni się od egzystencji bohaterów „Melanży z Żyletką”. W
utworze nie brakuje opisów miłości fizycznej, przedstawienia uczuć,
jakie targają duszę pijanego człowieka, oraz zabaw do upadłego, które
nieraz były brane pod lupę przez policję. Pan Gołębiewski swoją książką
przeraża, ale też i potrafi spowodować, że odbiorca pozostaje
obserwatorem życia Zuzy i narratora aż do ostatniej strony. Zakończenie
całkowicie zaskakuje i przyznam, że nigdy nie spotkałam się z aż tak
przerażającym i wręcz odrażającym epilogiem. Nie wiem, skąd w głowach
ludzi biorą się takie pomysły, lecz również i to niewątpliwie powoduje,
że o „Melanżach z Żyletką” długo nie zapomnę.
Książkę wybrałam głównie dlatego, że zainteresował mnie tytuł.
Dotychczas nie spotkałam się z twórczością Łukasza Gołębiewskiego i
przyznam szczerze, że spodziewałam się po lekturze opisu cierpienia,
bólu czy też szukania zrozumienia. Otrzymałam brutalną opowieść o
nieszczęśliwej miłości i znieczulicy ludzkiej względem licealistki. Cały
czas przed oczyma mam postać Zuzanny, która jest kolejną bohaterką,
która stała się ofiarą współczesnego świata. W tekście często można
napotkać słowa z punkrockowych piosenek, które powodują, że czytelnik
jeszcze lepiej odczuwa cały klimat tejże powieści.
Nie mam pojęcia, czy chętnie przeczytałabym książki podobnego pokroju,
które wyszły spod pióra Łukasza Gołębiewskiego. „Melanże z Żyletką” to
przerażająca lektura, w której prym wiedzie seks, alkohol, punk rock i
narkotyki. Miłośnicy książek o drastycznym życiu, niespełnionych
marzeniach i głośnych imprezach powinni sięgnąć po tą powieść, widząc
jak współcześnie może wyglądać świat człowieka alkoholika-narkomana.
by LadyBoleyn. |