|
Dean Koontz (Nocne Dreszcze)
W małym amerykańskim miasteczku mieszkańcy zapadają na niedające się
zdiagnozować nocne dreszcze. Wkrótce okazuje się, że są one skutkiem
ubocznym eksperymentu, któremu zostali poddani przez trzech rządnych
władzy mężczyzn, którzy odkryli niezawodny sposób na kierowanie
społecznością wedle własnego uznania.
"Korzystamy z dobrodziejstw najnowocześniejszej techniki, nauki
[...] zapominając, że rewolucja naukowo-techniczna, tak samo jak
poprzednio przemysłowa, ma swoje złe strony. [...] Im bardziej
skomplikowane zmiany zachodzą w społeczeństwie, tym bardziej jedna jego
grupa jest zależna od drugiej. W takiej sytuacji pojedynczy człowiek,
szaleniec lub nawet ktoś działający w dobrej wierze, może bardzo łatwo
zniszczyć wszystko dla własnego kaprysu. Jeden działający samotnie
człowiek może zamordować głowę państwa i spowodować poważne zmiany w
polityce zagranicznej oraz wewnętrznej kraju. Mówią, że jedna osoba,
biolog ze stopniem naukowym, bardzo zdeterminowany, może wyhodować
więcej zarazków dżumy, niż potrzeba do zniszczenia świata. Jeden
działający samotnie człowiek potrafi skonstruować nawet bombę
nuklearną."
Dean Koontz jest przez wielu uważany na drugiego mistrza literatury
horroru, zaraz po Stephenie Kingu, z czym oczywiście się zgadzam. W
swoich książkach zręcznie łączy elementy grozy z niszczejącym aspektem
postępu technicznego i naukowego, a nierzadko dodaje również pewne
elementu literatury science-fiction. "Nocne dreszcze" jest moją ulubioną
pozycją tego autora z kilku prostych powodów. Po pierwsze bardzo podobał
mi się klimat tej powieści, który nasuwał skojarzenia z twórczością
Kinga - małe, senne miasteczko, gdzieś w stanie Maine. Poza tym Koontz
zdecydował się wpleść w fabułę śmierć dziecka, co jest niejaką wizytówką
warsztatu literackiego Stephena Kinga. Ale na tym podobieństwa się
kończą, gdyż Koontz wcale nie musi kopiować stylu innych pisarzy, żeby
stworzyć coś wspaniałego, a dowodem na to jest chociażby omawiana przeze
mnie książka "Nocne dreszcze". Jeśli chodzi o mnie to byłam przerażona
tą lekturą, między innymi dlatego, że w całkiem przekonujący sposób
przedstawia coś, co może wydarzyć się każdemu z nas w każdej chwili - a
to wszystko przez zwykły postęp naukowy, do którego sami się
przyczyniamy.
"Zaufał tej ich technice po prostu dlatego, że to była technika,
że to było postępowe i nowe. Amerykanom wpajano szacunek dla tego, co
nowe i postępowe. I częściej, niż byli zdolni się do tego przyznać,
umierali przez wiarę w to, co się błyszczy i świeci."
Fabuła w dużym stopniu opiera się na kontroli umysłu. Centralną częścią
książki są tzw. subliminale, które podobno zostały wykorzystane w
prawdziwym eksperymencie mającym miejsce w 1957 roku. Subliminale to
krótkie wstawki wplecione w film lub fotografię, niewidoczne gołym
okiem, nieodbierane przez świadomość, ale z powodzeniem wychwytywane
przez naszą podświadomość, która po odczytaniu takiego subliminala
bezkrytycznie przystosowuje się do jego treści. Główni antagoniści
książki Koontza poszli jeszcze dalej wynajdując specyfik, który wpuścili
do wody pitnej w małym miasteczku, następnie rozprowadzili po mieście
serię subliminali, aby zaprogramować umysły mieszkańców, a na końcu
mieli już grupę robotów, którzy po aktywowaniu ich odpowiednim hasłem
byli zdolni do wypełnienia każdego rozkazu, zdolni nawet do morderstwa
popełnionego z zimną krwią. Przerażające, prawda? Tym bardziej, że to
wcale nie jest science-fiction, jakkolwiek abstrakcyjnie by to nie
brzmiało zaręczam wam, że po przeczytaniu tej pozycji uwierzycie w
niszczejącą siłę subliminali, uwierzycie, że w dzisiejszych czasach
kontrola umysłu jest jak najbardziej możliwa. Jeśli chodzi o pojęcie
kontroli umysłu to zawsze niezmiernie mnie przerażało, zresztą nie ma w
tym nic dziwnego - nikt z nas nie chciałby być sterowanym przez inną
osobę. Koontz wykorzystując w swojej książce to niepokojące zjawisko tym
bardziej wprawił mnie w straszny dyskomfort, a jeśli mamy do czynienia z
literaturą grozy to należy to przypisywać jak najbardziej na plus.
"Każdy człowiek to potencjalny morderca. Kiedy w grze stawką staje
się życie, każdy jest zdolny do wszystkiego. [...] Skodyfikowana
moralność jest w istocie błogosławieństwem, ale i przekleństwem
cywilizacji. Błogosławieństwem, gdyż przez wieki pozwalała ludziom żyć w
zgodzie. Przekleństwem, ponieważ - kiedy prawa natury, a zwłaszcza
natury ludzkiej, nakazywały w razie potrzeby ranić lub zabijać innego
człowieka dla ratowania siebie i swojej rodziny - rodziła skrupuły i
poczucie winy nawet wtedy, gdy przemoc była nieunikniona."
Styl Koontza jak zwykle jest bezbłędny. Posiada on tę niezwykłą zdolność
bardzo sugestywnych opisów zarówno miejsc akcji, jak i psychologii
swoich bohaterów. W "Nocnych dreszczach" obok antagonistów dostaniemy
również postacie pozytywne, którym z całego serca będziemy dopingować
oraz identyfikować się z nimi. Jeszcze nie zdarzyło się, żebym w
przypadku obcowania z literaturą tego autora nie polubiła niektórych
bohaterów przez niego wykreowanych, a jeśli chodzi o tę lekturę to nie
jest ona wyjątkiem od tej reguły. Tutaj zaznaczę, że w "Nocnych
dreszczach" jest całkiem sporo dokładnie opisanych scen erotycznych,
więc dzieci nie powinny sięgać po tę konkretną książkę.
Dean Koontz jest drugim z moich ulubionych pisarzy. "Nocne dreszcze"
gorąco polecam nie tylko wielbicielom horroru i science-fiction, ale
również pasjonatom barwnych, spójnych, wręcz profesjonalnie napisanych
powieści. Gwarantuję, że absolutnie nikt nie poczuje się zawiedziony po
przeczytaniu tej pozycji, a kto wie, może podobnie jak ja sięgnie po nią
jeszcze wiele razy.
by Buffy1977. |