|
Ira Levin (Dziecko Rosemary)
Rosemary wraz z mężem Guy'em wprowadza się do nowego mieszkania. Na
miejscu zapoznają się ze swoimi sąsiadami, miłą parą lekko
ekscentrycznych staruszków. Wkrótce potem Rosemary zachodzi w ciążę i od
tego momentu zaczyna podejrzewać nie tylko swoich sąsiadów, ale również
własnego męża o niewyobrażalne spiski, które mają na celu odebrać jej
dziecko.
Powieść "Dziecko Rosemary" zaliczana jest do gatunku horror, ze
szczególnym wskazaniem na aspekt religijny oraz wielkomiejską paranoję.
Pierwsze, co rzuca się w oczy w przypadku tej pozycji to ironiczne
poczucie humoru Levina. Zdawać by się mogło, że połączenie humoru oraz
grozy zaprowadzi pisarza raczej go groteski, aniżeli przerażenia
czytelnika. Nic bardziej mylnego. Autor zręcznie łączy oba te elementy,
a jego idealnie skonstruowana intryga wywołuje w czytelniku całą gamę
sprzecznych emocji. Zacznijmy od paranoi Rosemary, która nasila się
szczególnie po zajściu przez nią w ciążę. Od tego momentu nasza
bohaterka zaczyna podejrzewać dosłownie wszystkich o podejrzane praktyki
satanistyczne, a my razem z nią. Rosemary skutecznie zaraża nas swoim
szaleństwem, a w efekcie to my stajemy się bardziej podejrzliwi od niej
samej. Na pewnym poziomie postrzegania wierzymy we wszystko, co
insynuuje nam w stosunku do nowych sąsiadów oraz swojego męża, wierzymy,
kiedy podejrzewa o satanizm swojego lekarza, wierzymy, że każdy kogo
Rosemary spotyka jest jej wrogiem. Jednakże do pewnego stopnia również
podejrzewamy samą Rosemary. Zastanawiamy się, czy aby nasza bohaterka
nie jest szalona i czy aby my również nie zarażamy się tym od niej. Mimo
tego iż Levin nieustannie podsuwa nam subtelne dowody na to, że Rosemary
ma słuszność w swoich podejrzeniach tak do końca nie dajemy temu wiary.
I w efekcie zostajemy zarażeni jej podejrzliwością względem innych, ale
równocześnie nie ufamy jej w stu procentach. To trochę dziwna mieszanka
emocjonalna, ale w przypadku tej powieści zdaje egzamin. Dzięki tym
małym niedopowiedzeniom, aż do końca nie wiemy, o co tak naprawdę chodzi
- nie możemy doczekać się zakończenia, ale równocześnie się go obawiamy.
Odniesienia do aspektów religijnych są aż nazbyt widoczne. Pomijając już
fakt, że oś fabularna oparta jest na satanizmie, Levin dodaje również
wątek przyjazdu papieża do miasta. Dokładanie obrazuje nam reakcję
podejrzanych sąsiadów Rosemary na to wydarzenie - bynajmniej nie
wyrażają się oni pochlebnie w stosunku do religii katolickiej, co
zapewne jest kolejnym sygnałem na to, że to miłe małżeństwo ma coś do
ukrycia. To aluzja przede wszystkim dla nas, czytelników, jeszcze jedna
cegiełka do naszej paranoi... A tych cegiełek jest całe mnóstwo - choćby
sen Rosemary, kiedy do jej uśpionej świadomości dostaje się jeszcze głos
sąsiadki, mimo, że śpi jest jeszcze w stanie usłyszeć znamienne słowa:
"Ktokolwiek! Ktokolwiek! Byle tylko młoda, zdrowa i nie dziewica.
Nie musi być od razu jakąś znarkotyzowaną dziwką z rynsztoka. Czy nie
mówiłam tego na początku? Ktokolwiek. Byle młoda, zdrowa i nie
dziewica." Praktycznie od tego momentu czytelnik daje się
wciągnąć w istne szaleństwo, ale również nie do końca - w pewnym sensie
jesteśmy niemal pewni, że sąsiadka Rosemary jest kimś innym, niż
wydawałoby się na pierwszy rzut oka, ale również nie do końca wierzymy,
że nie był to tylko sen naszej bohaterki, że jej się to po prostu nie
przyśniło. Aspekty religijne w tej powieści nieustannie dają o sobie
znać, ale wbrew pozorom nie są najważniejsze. Na pierwszy plan bez
przerwy wysuwa się szaleństwo, co czyni tę powieść nie tylko horrorem
religijno-społecznym, ale również psychologicznym z domieszką odrobiny
czarnego, wręcz histerycznego humoru. Gwarantuję, że to mieszanka
wybuchowa, to kombinacja gatunkowa, która zamienia czytelnika w bezwolną
kukłę - wierzymy we wszystko, w co każe nam wierzyć autor, poddajemy się
sile jego narracji i w efekcie na cały czas trwania powieści tracimy
wolną wolę, tracimy zdolność do samodzielnej oceny sytuacji. Levin
steruje nami, jak chce i muszę przyznać, że robi to po mistrzowsku - tak
więc choćby z tego powodu powieść "Dziecko Rosemary" należy wpisać do
kanonu najlepszej literatury grozy, jaka dotychczas powstała.
"Dziecko Rosemary" Iry Levina zapewni nam niewyobrażalną podróż do
samego jądra szaleństwa, gdzie naszą przewodniczką będzie sama Rosemary,
z którą będziemy dzielić uczucia - razem z nią będziemy śmiać się,
cierpieć oraz popadać w coraz większą paranoję. Aż do końca nie będziemy
pewni własnych uczuć, a sam finał książki będzie dla nas prawdziwym
ciosem, który zostawi nas z całą gamą sprzecznych uczuć i na długo nie
pozwoli nam zapomnieć o tej lekturze. Roman Polański w 1968 roku
zaprezentował widzom ekranizację tej książki, a jego film nie tylko stał
się najwierniejszym przeniesieniem prozy na ekran, jakie kiedykolwiek
powstało, ale również słusznie zyskał status kultowego i aż po dziś
dzień znajduje się w ścisłej czołówce filmowego horroru. Osobiście
polecam zarówno powieść, jak i produkcję Polańskiego, choć oba dzieła są
do siebie zbliżone w najdrobniejszych szczegółach.
by Buffy1977. |