|
Stephen King (Bastion)
Z placówki epidemiologicznej przez przypadek zostaje uwolniona groźna
zaraza, która szybko rozprzestrzenia się po całym świecie, zabijając
prawie wszystkich ludzi i niektóre zwierzęta. Garstka ocalałych z pomoru
Amerykanów dzieli się na dwa obozy - jedni stają po stronie pewnej
staruszki, która twierdzi, że kieruje nią Bóg, natomiast pozostali łączą
swoje siły ze sługą Szatana. Niedługo dojdzie między nimi do
konfrontacji, a wynik tej walki będzie miał decydujący wpływ na to, jak
w przyszłości będzie wyglądał świat.
"Bastion" liczy sobie ponad 1000 stron, drobnym drukiem. To
najobszerniejsza powieść Stephena Kinga, a zarazem najbardziej
rozbudowana zarówno pod kątem fabuły, jak i bohaterów. Czytelnik
najpierw zostanie uraczony sugestywnymi opisami niszczejącej siły
zarazy, z bliska przyjrzy się ofiarom pomoru. Następnie przyjdzie czas
na tzw. "literaturę drogi", gdzie poznamy lepiej naszych bohaterów
(zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych) oraz będziemy mieć szansę
obserwowania ich długich wędrówek przez wymarły świat, który obfitować
będzie w wiele przerażających wydarzeń. Na końcu obejrzymy dwa obozy -
jedno społeczeństwo będzie przypominać to sprzed pomoru, ludzie będą
starali się stworzyć państwo demokratyczne, choć trzeba przyznać, że nie
będzie to dla nich zadaniem łatwym. Natomiast drugi obóz, złożony przede
wszystkim z samych kryminalistów i degeneratów stworzy państwo
dyktatorskie, nad którym władzę będzie miał nie kto inny, jak sam sługa
Szatana. Konfrontacja między obiema społecznościami jest niestety
nieunikniona. Tylko czy zwykli ludzie mają szansę w starciu z Mrocznym
Człowiekiem, osobnikiem, który opanował wiele nadnaturalnych zdolności,
który bez zbytniego wysiłku zjednał sobie rzesze popleczników? Cóż,
podobno po stronie naszych pozytywnych bohaterów stoi sam Bóg...
Nie mogę powiedzieć, że "Bastion" jest lekką i przyjemną lekturą.
Szczerze mówiąc dotychczas chyba nie czytałam powieści, która
obfitowałaby w taki ogrom drobiazgowych opisów. Jednak mimo tych
obszernych opisów Kingowi udało się uniknąć nudy, ani przez chwilę nie
czułam znużenia i wprost nie mogłam się doczekać, aż dowiem się, jak to
wszystko się skończy. Niejednokrotnie ta książka wręcz mnie przeraziła.
Już pomijam fakt, że traktuje o epidemii supergrypy, a ja kiedy pierwszy
raz ją czytałam miałam dość nieprzyjemne scysje z grypą, choć przyznam,
że działało to na wyobraźnię. Najbardziej mrożąca krew w żyłach jest
zarówno całkiem prawdopodobna wizja postapokaliptycznego świata, jak i
pomysł zagłady biologicznej, który do niemożliwych na pewno nie należy -
w końcu to może zdarzyć się naprawdę... Dodajmy do tego postać Randalla
Flagga, Mrocznego Człowieka, który początkowo wdziera się do snów
naszych pozytywnych bohaterów zamieniając je w przerażające koszmary, a
kiedy nie udaje mu się przeciągnąć ich na swoją stronę rusza do
bezpośredniej konfrontacji.
"Czy mam ci wyjaśnić, czego socjologia uczy nas o rasie ludzkiej?
[...] Jeden człowiek to święty. Jeśli spotka się dwoje ludzi odmiennej
płci, zrodzi się między nimi miłość. Jeżeli spotkają się trzy osoby,
natychmiast utworzą coś, co nazywamy społeczeństwem. Cztery osoby
zbudują piramidę. Pięć wygna jedną osobę ze swojej grupy. Sześć osób
wynajdzie nienawiść. Siedem po paru latach zacznie toczyć ze sobą wojny.
Być może człowiek stworzony został na podobieństwo Boga, ale
społeczeństwo powstało na wzór Szatana, który wciąż próbuje odzyskać
wszystko, co utracił."
"Bastion" za względu na swoje obszerne gabaryty w pierwszym wydaniu
został ucięty o ponad 150 stron. Dopiero po latach King rozszerzył tę
powieść o kolejne ponad 400 stron, zmieniając przy okazji niektóre
wątki. Jeśli o mnie chodzi to grubość tej lektury zadziałała na plus,
gdyż jeśli idzie o tego pisarza to lubię jak najdłuższe jego powieści. W
końcu King tworzy historie, o których chciałoby się czytać bez końca,
stwarza postacie, z którymi ciężko jest się rozstać. Tak też jest i
tutaj. Mimo nagromadzenia bohaterów autorowi udało się dokładnie
scharakteryzować każdego, udało mu się streścić zarówno ich poprzednie
życie sprzed zarazy, jak i po. Każdy ich czyn jest znakomicie
umotywowany, każdy z nich zyskał odmienną osobowość, w której znaleźć
można zarówno cechy pozytywne, jak i negatywne. Nie zabrakło również
bohatera dynamicznego, który przed pomorem nie należał do
najprzyjemniejszych facetów, za to później z biegiem dni zaczął się
zmieniać na lepsze. "Bastion" jest powieścią, gdzie znajdzie się miejsce
zarówno dla stuośmioletniej Murzynki, głuchoniemego młodzieńca i
upośledzonego mężczyzny i każdy z nich będzie kimś wyjątkowym, kimś kto
będzie miał szansę zmienić ten ponury postapokaliptyczny świat. Nie będę
zajmować się tutaj dokładną charakterystyką bohaterów, bo zajęłoby mi to
cały dzień, ale powiem tylko, że jestem pewna iż każdy znajdzie w tych
ludziach, coś, co z miejsca pokocha, coś z czym mógłby się
identyfikować. Oczywiście nie mielibyśmy do czynienia z Kingiem, gdyby
zabrakło tak prostych uczuć, jak współczucie, żal i przeświadczenie
ogromnej niesprawiedliwości. Autor znalazł tutaj miejsce zarówno na
śmiech, smutek, jak i dojmujące uczucie beznadziei - słowem: podczas
czytania "Bastionu" znajdzie się czas zarówno na śmiech, jak i łzy, a to
wszystko w otoczeniu wszechobecnego zła, które niejednokrotnie wprawi
nas w ogromne przerażenie.
"Bastion" mogę niestety polecić tylko osobom, którzy mają już jakieś
doświadczenie z twórczością Stephena Kinga, bowiem dla początkujących ta
powieść może się wydać odrobinę za ciężka. Jeśli o mnie chodzi jest to
lektura, która zdecydowanie należy do moich ulubionych, dlatego też tak
często do niej wracam. W 1994 roku na podstawie powieści powstał
miniserial wyreżyserowany przez Micka Garrisa, który choć trochę ubogi
fabularnie (w porównaniu do książki) idealnie oddaje ducha kingowskiego
klimatu.
by Buffy1977. |