|
John Grisham (Czas Zabijania)
Dziesięcioletnia czarnoskóra dziewczynka zostaje brutalnie pobita i
zgwałcona przez dwóch młodych mężczyzn. Jej ojciec, wymierzając
sprawiedliwość na własną rękę, zabija ich, po czym zostaje zatrzymany w
areszcie. Oskarżony wynajmuje młodego prawnika, Jake'a Brigance'a, aby
bronił go podczas jednej z najgłośniejszych rozpraw sądowych w kraju.
Tymczasem w mieście zaczyna działać Ku Klux Klan, któremu bardzo zależy
na skazaniu mordercy białych mężczyzn.
"Czas zabijania" jest debiutem literackim najpopularniejszego autora
powieści prawniczych - Johna Grishama. W 1996 roku miała miejsce
premiera głośnej ekranizacji tej książki, którą miałam okazję obejrzeć
już niezliczoną ilość razy. Nie mogę określić jednoznacznie, co w tym
przypadku prezentuje się lepiej - powieść czy film. Ekranizacja jest
swego rodzaju skrótem wydarzeń opisanych w książce. Twórcy wybrali tylko
najważniejsze i najciekawsze wątki z powieści, przy okazji prezentując
nam sympatyczniejszych bohaterów. No właśnie, ten fakt chyba najbardziej
raził mnie podczas obcowania z książką Grishama. Bardzo ciężko było
znaleźć jakąś postać, z którą mogłam się solidaryzować, a najgorszy był
chyba właśnie główny bohater. Jake Brigance to zmanierowany adwokat,
który za wszelką cenę pragnie rozsławić swoje nazwisko. Nie obchodzi go
bezpieczeństwo własnej rodziny i przyjaciół, nie obchodzi go etyka
prawnicza - jedyne, czego pragnie to korzystne zaprezentowanie się przed
kamerami oraz wygranie głośnej sprawy karnej - bynajmniej nie ze względu
na ocalenie swojego klienta od komory gazowej, ale ze zwyczajnej
potrzeby zdobycia sławy i bogactwa. W filmie dużo bardziej lubiłam tego
bohatera - tam wydawał mi się o wiele mniej zblazowany, bardziej
moralny. Zresztą to samo można powiedzieć o oskarżonym, Carlu Lee
Heiley'u, którego nie obchodzi jak jego prawnik uchroni go od kary
śmierci. Nieustannie przypomina Jake'owi, że jest jego obrońcą, a co za
tym idzie ma obowiązek wyciągnąć go z tego, bez względu na to, czy jest
winny czy też nie. Całą odpowiedzialność zrzuca na adwokata, a jeśli ten
robi coś nie po jego myśli to zwyczajnie go zwalnia. W książce jest całe
mnóstwo takich mało sympatycznych postaci, ale oddając sprawiedliwość
Grishamowi muszę wspomnieć o jedynej osobie, która przypadła mi do
gustu. Ellen Roark, zarówno w filmie, jak i powieści wypada wręcz
nadzwyczajnie. W książce pojawia się dość późno, ale jeśli o mnie chodzi
była jedyną postacią, z którą mogłam się identyfikować. Choć poglądy ma
dosyć spaczone, jak na mój gust, to i tak ponad przeciętność wybija ją
jej moralność oraz potrzeba walki o sprawiedliwość. Ona jako jedyna
pragnie ocalić życie Hailey'a z czysto humanistycznych pobudek, zależy
jej na człowieku, a nie karierze. Całe szczęście, że Grisham zdecydował
się na dodanie do plejady swoich bohaterów Ellen, bo w przeciwnym razie
czytelnicy dostaliby powieść z całym mnóstwem czarnych charakterów, z
którymi w żadnym razie nie mogliby sympatyzować.
"Możesz wygrać tę sprawę, i jeśli ci się to uda, sprawiedliwość
zatriumfuje. Ale jeśli przegrasz, będzie to również oznaczało zwycięstwo
sprawiedliwości. Myślę, że to dosyć dziwna sprawa."
Największą siłą "Czasu zabijania" jest odzwierciedlenie dawnej
rzeczywistości w Ameryce. Szczególny nacisk został położony na nastroje
społeczne, jakie wówczas panowały pośród ludzi czarnych i białych.
Rasizm był na porządku dziennym i nikogo to zbytnio nie dziwiło. Biali
byli święcie przekonani, że przewyższają Murzynów w każdej sferze życia,
a to z kolei dawało im uzasadnione prawo do krzywdzenia ich. Pomiędzy
tymi dwiema rasami staje pewien Murzyn, który wymierza sprawiedliwość na
własną rękę, robi coś, co na jego miejscu zrobiłby chyba każdy ojciec i
za to grozi mu najwyższy wymiar kary. Sprawa Carla Lee budzi do życia
osławiony Ku Klux Klan, który nie może znieść myśli, że czarnoskóry ma
szansę na uniewinnienie. W tamtych czasach coś takiego było wprost nie
do pomyślenia, ludzie byli wręcz przekonani, że Murzynowi, mordercy
białych należy się tylko i wyłącznie śmierć. I co z tego, że ci biali
panowie skrzywdzili mu córeczkę? Co z tego, że brutalnie ją zgwałcili,
pobili i zostawili na śmierć? Co z tego, że pozbawili ją możliwości
rodzenia dzieci? To wszystko w oczach Ku Klux Klanu nie ma najmniejszego
znaczenia - liczy się tylko to, że Hailey z zimną krwią zamordował
oprawców swojej córki, którzy przecież byli biali i przede wszystkim ten
fakt powinien być głównym przyczynkiem stracenia Murzyna. Z drugiej
strony barykady mamy czarną społeczność, dla których ewentualna wygrana
Carla Lee będzie bezsprzecznym dowodem na to, ze amerykański wymiar
sprawiedliwości nie rozróżnia kolorów, że traktuje ludzi równo, bez
żadnych rasistowskich pobudek. Obie drużyny w końcu wychodzą na ulicę, a
tymczasem Hailey czeka na sprawiedliwy wyrok Sądu.
"Czas zabijania" jest powieścią, którą czyta się w iście błyskawicznym
tempie. Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wciągnięty w niuanse
wymiaru sprawiedliwości, poznaje nietypową sprawę i ma szansę
opowiedzieć się po którejś ze stron, co oczywiście nie jest łatwe,
zważywszy na fakt, że oskarżony jest równocześnie winny, jak i niewinny.
Debiutancka powieść Grishama jest najlepszą pozycją w jego dorobku
literackim. Napisana z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, pełna
napięcia i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Posiadająca dające do myślenia
przesłanie. To prawda, że bohaterowie mogą nie przypaść czytelnikom do
gustu, ale obiecuję, że książka nie posiada żadnych innych mankamentów.
Choć nie przepadam za warsztatem pisarskim tego konkretnego autora to z
czystym sumieniem muszę przyznać, że "Czas zabijania" jest prawdziwym
majstersztykiem, niejaką wizytówką Grishama, obowiązkową pozycją dla
wielbicieli powieści prawniczych.
by Buffy1977. |