Deadpool Samuraj. Tom 1
Dawid Tomaszeszewski
Moja relacja z mangą przez lata przypominała próbę polubienia potrawy, która z założenia mi nie smakuje. Większość moich dotychczasowych prób wgryzienia się w ten gatunek kończyła się po kilkunastu stronach, znudzeniem wynikającym z egzotyki narracji czy specyficznego stylu rysowania. Gdy w moje ręce wpadł “Deadpool: Samuraj”, podszedłem do lektury z ogromnym dystansem, traktując ją jako kolejną, prawdopodobnie skazaną na porażkę próbę przełamania lodów. Jednak tym razem coś poszło inaczej. Obecność znanego mi bohatera z uniwersum Marvela stała się bezpiecznym pomostem, który pozwolił mi docenić to, co w mandze najlepsze.
Za ten udany eksperyment odpowiada duet: scenarzysta Sanshiro Kasama oraz rysownik Hikaru Uesugi. Ich współpraca to pokaz zrozumienia, że jeśli bierzesz na warsztat najemnika z nawijką, nie możesz go wtłoczyć w sztywne ramy japońskiej powagi. Kasama wykazał się nie lada odwagą, wrzucając Wade'a Wilsona w świat samurajów, demonów i klasycznych tropów znanych z magazynu “Shonen Jump”. Co więcej, autorzy nie robią z tego “tylko” kolejnego komiksu - oni tworzą pełnokrwistą parodię, która wyśmiewa każde, nawet najdrobniejsze przyzwyczajenie gatunkowe.
Wizualnie “Deadpool: Samuraj” to absolutna uczta dla oka. Hikaru Uesugi wykonał kawał doskonałej roboty. Kreska jest niezwykle dynamiczna, ostra i przesycona energią. Jako czytelnik przyzwyczajony do zachodniego komiksu superbohaterskiego, byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak wiele akcji artysta potrafi zawrzeć w pojedynczym kadrze. Bardzo ciekawym elementem jest tu dominujący, ciemny ton kolorystyczny (a właściwie głębokie cieniowanie czernią). Mimo że to klasyczna czarno-biała manga, artysta mistrzowsko operuje kontrastem. Gdy Deadpool wykonuje brutalne cięcia kataną, czerń wypełniająca kadry podkreśla powagę sytuacji, co w kolejnej sekundzie zostaje przełamane absurdalnym żartem. Ta wizualna dualność sprawia, że oczy czytelnika nigdy się nie męczą.
Najciekawszym smaczkiem dla mnie, jako sceptyka, okazało się to, jak manga radzi sobie z własną formą. Autorzy wprost “wyśmiewają” czytanie od prawej do lewej, przerysowaną ekspresję postaci czy nagłe, dramatyczne pauzy. Deadpool często komentuje te zjawiska, pytając czytelnika: “Czy też masz wrażenie, że te dymki są za duże?”. Ten zabieg autotematyczny sprawił, że przestałem czuć się jak “intruz” w świecie mangi, a poczułem się jak współwłaściciel tego żartu. Dzięki temu każda kolejna strona była dla mnie lekcją, a nie mozolną pracą.
Warto również wspomnieć o jakości wydania i pojawieniu się ikon Marvela. Kapitan Ameryka czy Iron Man narysowani w japońskim stylu to nie tylko gratka dla fana Marvela, ale świetny przykład tego, jak dobrze ten styl rysowania pasuje do amerykańskich herosów. Postacie te nie tracą swojej tożsamości, one zyskują nową energię, która w klasycznych amerykańskich zeszytach bywa czasem zbyt przewidywalna.
Podsumowując, “Deadpool: Samuraj” to dla mnie dowód na to, że nawet jeśli uważasz, iż manga to “nie Twoja bajka”, odpowiednia dawka humoru i znajoma postać potrafią zdziałać cuda. To nie jest książka, po której nagle stanę się fanem wszystkich tytułów z Japonii, ale jest to zdecydowanie lektura, która przekonała mnie do dania szansy kolejnym projektom. Jeśli szukacie czegoś, co łączy zachodni sarkazm z japońską precyzją rysunkową, to pozycja obowiązkowa. Dla mnie była to jedna z najprzyjemniejszych czytelniczych niespodzianek ostatnich lat - szalona, wizualnie piękna i przede wszystkim autentycznie zabawna.
Informacje:
-
Scenariusz:Sanshiro Kasama
-
Rysunek:Hikaru Uesugi
-
Tłumaczenie:Maciej Błahuszewski
-
Wydawnictwo:Egmont
-
Rok Wydania Polskiego:2026
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Komiks, Manga, Fantastyka
-
Liczba Stron:456
-
Papier:zwykły
-
ISBN:9788328175617
-
Wydanie:
-
Cena Z Okładki:79, 99 zł
-
Ocena:6/6