RELLAH
Alberto Saichann to bez wątpienia ukryty bohater argentyńskiej narracji kadrowanej – rysownik i scenarzysta o gigantycznym talencie, niezłomnej pasji i nieprawdopodobnej wręcz wszechstronności. Choć pozostawił po sobie imponujący, wartościowy dorobek, wciąż nie cieszy się w szerszym obiegu należnym mu rozgłosem. Liczący ponad dwieście stron tom zbiorczy gromadzi trzy kompletne, diametralnie różniące się od siebie dzieła: Kwiat, Bakteria oraz Bronx. Każde z nich prezentuje zupełnie inny styl graficzny, odmienną dynamikę prowadzenia opowieści i przenosi nas w zupełnie osobne światy – od piekła wietnamskiej dżungli, przez ponurą, dystopijną przyszłość, aż po mroczny, duszny Nowy Jork lat 80. To pozycja bezwzględnie obowiązkowa dla każdego, kto mianuje się świadomym, wymagającym czytelnikiem komiksów.
W Bronksie nie znajdziemy klasycznego, prowadzącego historię protagonisty. Prawdziwym bohaterem jest tu sama metropolia – brudna, mroczna, si do szpiku kości bezwzględna. Choć niektóre ze stworzonych przez rysownika epizodów bywają fabularnie przewidywalne, znaczna ich część poraża genialnymi zwrotami akcji oraz mistrzowską charakterystyką mieszkańców tego miejskiego piekła.
Amerykański slang zastąpiono w stu procentach argentyńską mową potoczną z końca lat 80. O dziwo, w ustach nowojorskich rzezimieszków i wyrzutków brzmi to nadzwyczaj naturalnie i nadaje całości specyficznego, autentycznego sznytu. Saichann składa tu hołd swoim mistrzom, takim jak Leopoldo Durañona czy GustavoTrigo. Zauważalna jest cieńsza kreska, obfite wykorzystanie mechanicznych rastrów oraz wyraziste, dziwaczne postacie. Dbałość o detale i gęste faktury stanowią tu zapowiedź jeszcze odważniejszych formalnie prac z kolejnych rozdziałów.
Przechodząc do science-fiction, wchodzimy w świat stworzony wspólnie ze scenarzystą Eduardo Mozzarellim. Bakteria to 86-stronicowa, hipnotyzująca saga, która w rękach dobrego reżysera mogłaby stać się materiałem na genialny film. Byłaby to jednak adaptacja trudna, bo siła tego komiksu tkwi w wyjątkowo gęstych kadrach i głębokim, obszernym monologu wewnętrznym głównego bohatera, Marka Hertza.
Na tych stronach Saichann przechodzi samego siebie, tworząc absolutnie unikalny i niemożliwy do podrobienia styl: Przyszłościowa mega metropolia ożywa dzięki przesyconym detalami tłem, niewiarygodnym szrafunkom i eksperymentom z fakturami. Miasto zamieszkuje niezwykła fauna – od ludzi, przez istoty rodem z kosmicznej tawerny na MosEisley, aż po groteskowe stwory wyglądające jak bohaterowie LooneyTunes po zażyciu mocnych kwasów.
To dynamiczna, brutalna i bezkompromisowa społecznie opowieść o konspiracjach oraz walce o czyste przetrwanie. Sam ten rozdział w pełni uzasadnia zakup całego tomu.
Kwiat (tworzony we współpracy z Ferrari) to niezwykle przejmująca, nietypowa historia osadzona w realiach konfliktu w Wietnamie. Autorzy unikają taniej sensacji i epatowania pustą przemocą – choć znajdziemy tu elementy brutalności i namiętności, cała fabuła skupia się na wymiarze psychologicznym i ludzkim dramacie.
W warstwie wizualnej Saichann znów przechodzi metamorfozę: syntezuje kreskę i stawia na mocny, kontrastowy światłocień. Nie rezygnuje przy tym z precyzyjnych teł oraz niezwykle ekspresyjnych, wręcz groteskowych twarzy bohaterów. Do dziś można zachodzić w głowę, jak tak dojrzały, bezkompromisowy i artystycznie odważny komiks mógł ukazać się w masowym wydawnictwie Columba.
Lektura tego tomu utwierdza w przekonaniu, że Alberto Saichann to absolutny gigant argentyńskiej ilustracji, któremu nigdy nie brakowało odwagi do poszukiwania nowych form wyrazu. Niezależnie od tego, czy tworzył mroczny kryminał, brutalne sci-fi, czy kameralny dramat wojenny, w każdy kadr wkładał niesamowitą energię i artystyczną bezkompromisowość.