Wojny I Smoki. Tom 3. Kongamato


YodaHulk

Zawsze mnie fascynowały wszelakie fantastyczne stworzenia występujące w opowieściach. Czy to mówimy o kosmicznych przygodach Jedi w odległej galaktyce czy magicznych potyczkach pod murami Hogwartu. Każdy szanujący się świat fantastyczny ma jakieś niesamowite zwierzęta (i czasem trzeba je znaleźć hehe). A nade wszystko, na czele piramidy respektu i niesamowitości najczęściej stoją smoki. Bo kto nie kocha smoków? Majestatyczne, groźne, latają a i czasami zieją ogniem. Przez stulecia towarzyszą nam w różnych formach, więc siłą rzeczy również w medium komiksowym będą powstawać różne interpretacje tychże przepięknych kreatur. I tak oto w moje rączki trafił 3 tom antologii „Wojny i Smoki” pod tytułem „Kongamato”.

Pierwszy raz z tą antologią spotkałem się w ramach reklam celowanych w mediach społecznościowych (jeden z niewielu przypadków, gdzie mogę stwierdzić, że algorytm faktycznie zadziałał biorąc pod uwagę moje preferencje) i początkowo byłem bardzo entuzjastycznie nastawiony. Później te pierwotne zachwyty opadły, bo spodziewałem się powieści, a okazało się, że to komiks. Kwestia mylnych oczekiwań. Niemniej, gdy już sięgnąłem po pierwszy tom to znowu pozytywne emocje się nasiliły.

Za serią stoi Jean-LucIstin oraz Nicolas Jarry (który jest też głównym scenarzystą), gdzie oboje mają na swoim koncie wieloletnie doświadczenie w pracy przy komiksach, chociażby przy uniwersum Akwilonu. Każdy tom „Wojen i Smoków” tworzony jest przy współpracy z innymi rysownikami, co wpływa na to, że każdą historię można czytać osobno bez potrzeby znajomości poprzednich. Tom trzeci, o którym mowa tworzony jest przy współpracy z dwójką włoskich rysowników – Paola Antigi oraz FrancesciFollini.

Akcja „Kongamato” dzieje się w trakcie wojny domowej w Angoli w latach 80. Śledzimy losy Anici – nastoletniej dziewczyny zmuszonej przez lokalnego watażkę do brania udziału w działaniach wojennych. Śledzimy jej losy poprzez porwanie z rodzinnej wioski, szkolenie połączone z indoktrynacją narzuconą przez generała mającego na podorędziu smoka. Dużo nacisku jest tu kładzione na ten aspekt demoralizowania dzieci i tworzenie z nich marionetkowych żołnierzy, którzy mają ślepo wypełniać rozkazy. A właściwie próby tworzenia, bo mamy podawane przykłady buntów z ich strony i w jaki sposób wpływa to na naszą główną bohaterkę. W tle zaś toczy się opowieść ludowa, opowiadana przez dziadka Anici o Kongamato – mitycznym strażniku lokalnej ludności, który w chwili potrzeby przybywa z pomocą.

Ze wszystkich tomów ten najbardziej uderza swoim antywojennym przekazem. Trudno się temu dziwić, skoro mamy tu do czynienia z wojną domową i wykorzystywaniem dzieci jako żołnierzy. I tak w tym tomie smoków samych w sobie jest najmniej, aczkolwiek jednocześnie ich stała obecność nie jest najbardziej niezbędnym elementem tej opowieści. Zarówno Kongamato jak i smok generała stanowią przedłużenie wartości wyznawanych przez te postaci. Pod kątem graficznym „Kongamato” z dotychczasowych tomów ma mam wrażenie najmniej do powiedzenia. Kreska nie jest zła, natomiast nie wybija się wybitnie na pierwszy plan, który w pierwszej kolejności zabiera scenariusz.

Zatem pytanie brzmi czy trzeci tom serii „Wojny i Smoki” warto przeczytać? W mojej opinii zdecydowanie tak. Nade wszystko robotę robi tu kreacja głównej bohaterki oraz jej podróż poprzez próbę przeżycia wojny, w którą jest wplątana. Nawet jeśli ze wszystkich tomów więcej wojny niż smoków, to uważam, że ten komiks zdecydowanie powinien się znaleźć na waszej półce.