Hollow Hearts
w_szelestach_papieru
Literatura młodzieżowa coraz częściej sięga po tematy zdrowia psychicznego, depresji, żałoby czy samookaleczania. To dobrze, bo są to problemy, o których warto mówić głośno. Jednocześnie są to zagadnienia niezwykle wymagające. Nie wystarczy bowiem poruszyć trudnego tematu, trzeba jeszcze sprawić, by czytelnik uwierzył w historię i emocje bohaterów. Po opisie „Hollow Hearts” spodziewałam się właśnie takiej opowieści. Historia Alice zapowiadała się niezwykle poruszająco, dlatego z dużymi oczekiwaniami rozpoczęłam lekturę.
Główna bohaterka zmaga się z ogromną stratą i konsekwencjami, jakie odcisnęły piętno na jej psychice. Żałoba, samotność, depresja oraz próby poradzenia sobie z codziennością stają się osią całej powieści. Do tego dochodzi nowa szkoła, nowe otoczenie i Adrien – chłopak, który stopniowo zaczyna odgrywać coraz większą rolę w jej życiu.
Już na początku warto zaznaczyć, że sam pomysł na fabułę uważam za naprawdę dobry. Autorka porusza ważne tematy i nie próbuje ich bagatelizować. Pokazuje, że nie każdej rany widać na pierwszy rzut oka i że czasem największym wsparciem jest po prostu obecność drugiego człowieka. To przesłanie zdecydowanie zasługuje na uwagę.
Niestety, im dalej zagłębiałam się w historię, tym bardziej narastało we mnie poczucie niewykorzystanego potencjału.
Największym problemem okazała się dla mnie powtarzalność. Mimo że książka liczy niewiele ponad sto dwadzieścia stron, wielokrotnie miałam wrażenie, że czytam bardzo podobne sceny. Bohaterowie prowadzą rozmowy oparte na tych samych schematach, powracają identyczne emocje, a kolejne rozdziały często różnią się jedynie miejscem, w którym odbywa się dana rozmowa.
Szczególnie rzuciło mi się w oczy powtarzanie tych samych komunikatów. Adrien wielokrotnie zapewnia Alice, że nie jest sama, że może na niego liczyć, że nie musi wszystkiego dźwigać sama.
To piękne słowa i za pierwszym razem naprawdę potrafią poruszyć. Problem pojawia się wtedy, gdy podobne zapewnienia wracają raz za razem, a relacja między bohaterami nie rozwija się o nowe doświadczenia. Zamiast obserwować budowanie więzi, miałam wrażenie, że czytam kolejne wariacje tej samej rozmowy.
Właśnie relacja Alice i Adriena pozostawiła we mnie największy niedosyt. Początkowo bohaterowie nie potrafią się porozumieć, pojawiają się uszczypliwości i wzajemna niechęć. Niedługo później wszystko bardzo szybko zmierza w stronę pełnego zaufania i rodzącego się uczucia. Zabrakło mi etapu pośredniego, jak wspólnie spędzonego czasu, zwyczajnych rozmów, wydarzeń, które pozwoliłyby uwierzyć, że ta więź rzeczywiście dojrzewa. Otrzymujemy efekt końcowy, ale droga prowadząca do niego została potraktowana zbyt skrótowo.
Nie pomógł również sposób prowadzenia narracji. Styl autorki jest prosty i lekki, dzięki czemu książkę czyta się szybko. Jednocześnie bardzo często pojawiają się krótkie, urywane dialogi oraz opisy tych samych reakcji bohaterów – spojrzenia, przyspieszone bicie serca, ciepło rozlewające się po ciele, delikatne uśmiechy czy szepty. Początkowo buduje to odpowiedni klimat, jednak z czasem zaczyna sprawiać wrażenie powtarzalnego zabiegu. Emocje zamiast narastać, stopniowo tracą swoją siłę.
Odniosłam również wrażenie, że autorka częściej mówi czytelnikowi, co bohaterowie czują, niż pozwala samodzielnie to odczytać z ich zachowań. W efekcie wiele emocjonalnych scen nie wywołało we mnie tak silnego poruszenia, jakiego oczekiwałam po tak trudnej tematyce.
Nie oznacza to jednak, że książka nie ma swoich mocnych stron. Doceniam fakt, że autorka nie ucieka od tematów, które dla wielu osób nadal pozostają niewygodne. Widać w tej historii dużą wrażliwość i chęć pokazania, jak ogromny wpływ na człowieka może mieć strata oraz jak ważna jest obecność drugiej osoby. To wartościowe przesłanie, które z pewnością znajdzie swoich odbiorców.
Warto również pamiętać, że jest to debiut. I właśnie dlatego tym bardziej szkoda mi niewykorzystanego potencjału tej historii. Mam poczucie, że gdyby relacja bohaterów rozwijała się wolniej, a fabuła została bardziej rozbudowana, książka mogłaby wywołać znacznie silniejsze emocje. Sam pomysł naprawdę na to zasługiwał.
„Hollow Hearts” nie jest książką złą. Jest książką, która miała wszystko, by mnie poruszyć, ale ostatecznie pozostawiła przede wszystkim uczucie niedosytu. To historia, przy której cały czas czekałam na moment, w którym wydarzy się coś, co sprawi, że naprawdę zaangażuję się emocjonalnie. Niestety, ten moment nie nadszedł.
Mimo krytycznych uwag z ciekawością będę obserwować dalszą twórczość Marty Sieniek. Debiuty rzadko bywają idealne, a tutaj dostrzegam przede wszystkim potencjał i odwagę w podejmowaniu trudnych tematów. Mam nadzieję, że kolejne powieści autorki pokażą pełnię jej możliwości.
ALYAA
Ta pozycja to debiut autorki. Byłam go bardzo ciekawa, bo debiuty często bywają świetne. Oczywiście moje oczekiwania nie są takie jak wobec pisarzy, którzy mają już sporo dzieł na koncie. Tu długo zbierałam się do napisania tej recenzji, bo powiem szczerze - nie wiem, czy ta pozycja mi się podobała, czy nie. Na pewno miała spory potencjał, ale... no właśnie. Nie do końca przypadła mi do gustu, co nie znaczy, że innym się nie spodoba. Liczyłam, że przeczytam ją w jeden wieczór i po szybkim starcie, bo początek zapowiadał się świetnie, strasznie się męczyłam, by ją skończyć.
Alice - główna bohaterka - to siedemnastolatka z Irlandii, która przenosi się do Londynu. Cierpi na depresję po śmierci ojca. Tu można się zastanawiać, czy to na pewno depresja, a nie np. załamanie nerwowe. Z depresją walczy się ciężko, to problem z chemią mózgu. Mam znajomych, którzy na nią cierpią i objawia się ona inaczej, niż przedstawiła to autorka. Alice cierpi z powodu śmierci ojca, mimo iż minęło już pół roku. Czuje się winna, bo mogła go zatrzymać, stanąć po jego stronie podczas kłótni z żoną Katie. Może wtedy by nie wyszedł i żył dalej. Alice udaje jednak przed wszystkimi, że wszystko jest w porządku. Tak jak pisałam wcześniej, zaczęło się nawet ciekawie - zmiana szkoły, wejście do pewnej społeczności, dość elitarnej (taka powinna być, czytając początek - droga i prestiżowa West London Academy). Od razu poznaje Adriena, a właściwie to on jej dokucza. Co zresztą staje się ich znakiem rozpoznawczym, w końcu "kto się czubi, ten się lubi". Sama relacja Alice - Adrien jest nakreślona ciekawie, wraz z akcją się rozwija i zmienia. Adrien ma dla niej więcej zrozumienia, gdy zauważa, że dziewczyna się tnie, by zmniejszyć ból psychiczny. Przez to samo przechodził jego brat, ale tam nie było szczęśliwego zakończenia. Nawiązanie znajomości z Amy i ich przyjaźń też są nie najgorszym pomysłem. Autorka stara się, by ich relacja się zmieniała i dojrzewała, tu nie ma się czego czepić. Dziewczyny razem nawet piszą bloga. Nakreśloną mamy paczkę przyjaciół, którzy razem się uczą, razem imprezują i spędzają wolny czas.
Niestety teraz muszę wspomnieć o tym, co autorce nie do końca wyszło. Jestem czepliwa i często zauważam drobnostki, a tu, jak widać, korekta chyba od strony logicznej nie do końca się przyłożyła. Jest sporo nieścisłości - wspomnę tylko kilka. Ulubiona kawa Alice to latte z dynią (zapamiętałam, bo nie piłam, kocham kawę, nie lubię dyni i ciekawi mnie, czy by mi zasmakowała, dlatego tak zapadła mi w pamięć), a kawałek dalej to też latte, ale waniliowe. Tu od razu dodam, że w restauracji było sporo "zbędnego" - opisy dań, jak zamawiali, jak im smakowało. To nie jest książka kucharska. Kolejna rzecz to jedna z dziewczyn z paczki. Niby pracuje, czyli ma już jakieś tam plany czy też zawód (chociaż to dzieciaki z bogatych domów i raczej nie muszą pracować, by mieć na kieszonkowe), a tu nagle wychodzi, że dopiero mówią, jakie plany mają po zakończeniu szkoły, bo wszyscy chodzą do tej samej - prywatnej, elitarnej dla bogaczy. Impreza u Maxa - autorka nie potrafi się zdecydować, czy jest ona w bloku, czy raczej w jakiejś willi lub apartamencie. Nie do końca też pasuje mi to, że tak sobie jeżdżą komunikacją miejską. Bardziej pasowałoby mi, że wozi ich szofer albo zamawiają transport. Alice mieszka w domu - to akurat jest wiadome. Adrien wchodzi kilkukrotnie do niej, gdy ona jest w swoim pokoju. W Londynie i nie zamykać drzwi? Mało prawdopodobne. Zmarły ojciec to właściciel hoteli, a teraz całość odziedziczyła żona i sama się tym zajmuje, ale oczywiście ma czas, by rano córce robić naleśniki. To też mi się nie spina. Dość mocno nie pasowało mi jeszcze to, że Alice przez kilka tygodni nie widziała Adriena, ale oni chodzą do jednej szkoły, są w jednej paczce i razem spędzają sporo wolnego czasu. Nawet nie wiem, czy oni nie chodzą do jednej klasy, bo w bibliotece, gdzie jest Adrien z Alice, nagle są wszyscy i wspólnie robią projekt. Niby to drobnostki, ale ostatecznie pozostawiają jakiś taki niesmak, bo to szczegóły tworzą dla mnie dobrą literaturę. Rozumiem fabułę - każdy lubi inną, inny styl, ale dbałość o detale jest ważna.
Sama akcja jest dość chaotyczna, brakuje wzmianek, ile czasu minęło, musimy się sami domyślać. Czas przyspiesza, by za chwilę zwalniać. Same dialogi są bardzo sztuczne, za dużo jest w treści powtórzeń. To nudzi, gdy ciągle wałkowane i powtarzane jest jedno i to samo.
Za to spodobał mi się jeden cytat (Alice o Adrienie): „Można nie ufać i jednocześnie chcieć być blisko”.
Podsumowując - widać, że to debiut. Autorka nie miała planu, stąd ten chaos i brak dbałości o detale. Sam temat jest ważny i potrzebny, jednak zdecydowanie lepiej, gdyby został podany w bardziej "naturalny" sposób. Mam wrażenie, że zabrakło researchu. Nie wiem, czy autorka zna Londyn i elitarne szkoły w Anglii, ale mam wrażenie, że chyba jednak nie. Myślę, że kolejna książka będzie już staranniej zaplanowana, bo każdy kiedyś zaczynał.
Notatnik Recenzentki
Są książki, które opowiadają historię. Są też takie, które przede wszystkim opowiadają o emocjach. „Hollow Hearts” Marty Sieniek zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To powieść, która nie stawia na spektakularne zwroty akcji, lecz na przeżycia bohaterów, ich wewnętrzne rozdarcie i codzienną walkę z ciężarem, którego nie widać na pierwszy rzut oka. To historia przypominająca, że najgłębsze rany często pozostają niewidoczne dla innych, a mimo to potrafią boleć najbardziej.
Już od pierwszych stron czułam, że nie będzie to łatwa lektura. Nie dlatego, że jest źle napisana wręcz przeciwnie. Jest po prostu bardzo emocjonalna i momentami boleśnie prawdziwa. Autorka zabiera czytelnika do świata Alice, dziewczyny, która utknęła pomiędzy przeszłością a próbą odnalezienia siebie na nowo. To nie jest bohaterka idealna. Popełnia błędy, przeżywa chwile zwątpienia i często nie potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami. Właśnie dlatego wydaje się tak autentyczna.
Największą siłą tej książki są emocje. Nie są one przesadzone ani sztucznie wyolbrzymione. Wręcz przeciwnie wszystko wydaje się niezwykle naturalne. Autorka pokazuje, że żałoba, samotność, poczucie straty czy zagubienie nie mają jednego schematu. Każdy przeżywa je inaczej. Każdy nosi swój ból na własny sposób. I właśnie to sprawia, że „Hollow Hearts” tak mocno trafia do czytelnika.
Bardzo spodobało mi się, że Marta Sieniek nie próbuje na siłę naprawiać swojej bohaterki. W wielu książkach pojawia się ktoś, kto w magiczny sposób leczy wszystkie rany. Tutaj jest inaczej. Osoby pojawiające się w życiu Alice nie rozwiązują jej problemów. Są obok. Słuchają. Nie uciekają, kiedy robi się trudno. To niezwykle dojrzałe i piękne przesłanie, bo przecież w prawdziwym życiu właśnie taka obecność często znaczy najwięcej.
Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że autorka doskonale rozumie, czym jest zdrowie psychiczne i jak skomplikowane bywają ludzkie emocje. Nie upraszcza problemów, nie ocenia i nie szuka łatwych rozwiązań. Pokazuje, że proces dochodzenia do siebie jest długi, pełen potknięć i momentów zwątpienia. Czasem wydaje się, że robimy krok do przodu, by za chwilę znów się cofnąć. I właśnie ta szczerość zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Alice to bohaterka, której trudno nie kibicować. Nawet kiedy podejmuje decyzje, z którymi nie zawsze się zgadzałam, rozumiałam, z czego one wynikają. Jej zagubienie, strach i niepewność zostały przedstawione z ogromną wrażliwością. To jedna z tych postaci, które zostają w pamięci jeszcze długo po zakończeniu lektury.
Nie można też nie wspomnieć o relacjach między bohaterami. Są one niezwykle subtelne, rozwijają się powoli i nie opierają się wyłącznie na romantycznych uniesieniach. Najważniejsze staje się zaufanie, cierpliwość i wzajemna obecność. Bardzo podobało mi się, że autorka pokazuje, iż czasami największym dowodem miłości nie są wielkie deklaracje, ale zwykłe pozostanie przy drugiej osobie wtedy, gdy ta najbardziej tego potrzebuje.
Język powieści również zasługuje na uwagę. Jest prosty, ale jednocześnie bardzo emocjonalny. Autorka potrafi kilkoma zdaniami oddać uczucia, które trudno ubrać w słowa. W książce nie brakuje fragmentów, przy których zatrzymywałam się na dłużej. Nie dlatego, że były skomplikowane, ale dlatego, że trafiały prosto w serce.
Bardzo doceniam również to, że „Hollow Hearts” porusza temat zdrowia psychicznego z dużym wyczuciem. Coraz częściej mówi się o depresji, lękach czy traumach, ale wciąż wiele osób czuje się niezrozumianych i samotnych. Ta książka pokazuje, że o takich sprawach warto rozmawiać. Że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, a milczenie często potrafi być znacznie bardziej bolesne niż wypowiedzenie swoich uczuć na głos.
To nie jest historia, która daje czytelnikowi wyłącznie smutek. Mimo że porusza trudne tematy, nie odbiera nadziei. Wręcz przeciwnie. Przypomina, że nawet po największej burzy może pojawić się światło. Nie od razu. Nie w spektakularny sposób. Ale małymi krokami można nauczyć się żyć na nowo.
Podobało mi się również tempo tej opowieści. Nie jest dynamiczne, ale w tym przypadku właśnie to działa na jej korzyść. Dzięki temu można lepiej poznać bohaterów, zrozumieć ich decyzje i poczuć ich emocje. To książka, której nie warto czytać w pośpiechu. Zdecydowanie lepiej smakować ją powoli, pozwalając sobie na chwilę refleksji po każdym bardziej poruszającym fragmencie.
Myślę, że „Hollow Hearts” szczególnie trafi do osób, które lubią powieści psychologiczne i obyczajowe, skupiające się przede wszystkim na wnętrzu bohaterów. To historia o stracie, samotności, dorastaniu i szukaniu własnego miejsca w świecie. Ale przede wszystkim jest to opowieść o nadziei. O tym, że nawet najbardziej poranione serce może jeszcze kiedyś poczuć spokój.
Po zakończeniu lektury długo myślałam o Alice. O tym, jak często mijamy ludzi, którzy z pozoru wyglądają na szczęśliwych, a w środku toczą własne, niewidoczne dla innych bitwy. Ta książka przypomina, że nigdy nie wiemy, z czym zmaga się druga osoba. Czasem wystarczy odrobina życzliwości, jedno dobre słowo czy zwykła obecność, by komuś pomóc bardziej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
„Hollow Hearts” to poruszająca, dojrzała i niezwykle emocjonalna powieść, która zostawia po sobie wiele przemyśleń. To historia o kruchości człowieka, ale także o jego niezwykłej sile. O tym, że nie zawsze da się wymazać przeszłość, ale można nauczyć się żyć mimo niej. I że największym wsparciem nie jest ktoś, kto naprawia nasze życie, lecz ktoś, kto zostaje obok, nawet wtedy, gdy wydaje się, że nie ma już nic do powiedzenia.
Jestem bardzo ciekawa, czy lubicie książki, które poruszają trudne tematy związane z emocjami i zdrowiem psychicznym? A może macie tytuły, które równie mocno poruszyły Wasze serce i na długo zostały w pamięci?
Informacje:
-
Autor:Marta Sieniek
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Obyczajowa, Romans
-
Tytuł Oryginału:Hollow Hearts
-
Język Oryginału:Polski
-
Przekład:Brak
-
Liczba Stron:128
-
Rok Wydania:2026
-
Wymiary:144 x 206 mm
-
ISBN:9788380116092
-
Wydawca:Warszawska Firma Wydawnicza
-
Oprawa:Miękka
-
Miejsce Wydania:Warszawa
-
Ocena:3/6 3/6 6/6