Kwestia Organizacji


Hiril

Zapowiedź „Kwestii organizacji” Kasi Jurczyk od razu przykuła moją uwagę. Niewidzialna praca kobiet, wymuszone warunkami codzienne zarządzanie domem, ale też emocjami czy życiem najbliższych sprawiło, że poczułam się zaintrygowana. Co prawda nie mogę powiedzieć, abym czytała dużo literatury obyczajowej, a jednak było w zapowiedzi tej pozycji coś, co zabrzmiało bardzo szczerze. Jednocześnie autorka była mi kompletnie nieznana, ale fakt, że jest Polką uznałam za atut - w ostatnich latach zagraniczne obyczajówki często wydawały mi się zbyt mocno oderwane od rzeczywistości jaką znam. Rozumiem, że ludzie mogą szukać realiów rodem z Dynastii, ale ja nie potrafię się przekonać do takiego tła w literaturze obyczajowej.

Książkę zabrałam ze sobą w dosyć długą wycieczkę komunikacją miejską do lekarza, bo uznałam, że łatwo będzie mi przerwać gdy zajdzie taka potrzeba. O ja naiwna! „Kwestia organizacji” wciągnęła mnie od pierwszej strony. Świetnie napisana, z niesamowicie realistycznym podejściem, ale też z nietypową jak na ten gatunek zwięzłością i precyzyjnością. W dodatku, ku mojemu głębokiemu zdumieniu, zapowiedzi nie były przesadzone. To naprawdę jest opowieść o tej słynnej pracy po pracy. O kobietach, które chcą pracować zarobkowo, a jednocześnie zależy im na rodzinie, na tym aby ich dom był ostoją, miejscem, które mieszkańcy kochają. I to sprawia, że często nie mają już czasu na siebie. Niestety jest też tak, że nawet jeśli dało się z siebie wszystko, to nie gwarantuje to szczęśliwego zakończenia.

„Jola stała w deszczu i zastanawiała się, co jeszcze los dla niej przygotował.”

Wszystko co Kasia Jurczyk zawarła w swojej historii brzmiało tak, że bez trudu mogę sobie wyobrazić, że wydarzyłoby się naprawdę. Historia Joli, opowieść o jej dzieciach, rodzicach, teściach, o pracy, o mężu... O emocjach najbliższych nam osób, które mogą wydawać się absurdalne, ale wszyscy się z nimi na pewnym etapie spotykamy, choć pewnie z różną intensywnością. To było okrutnie realistyczne. Kwestia pieniędzy, które mogą nie dawać szczęścia, ale ich brak z pewnością może powodować nieszczęścia, odpowiedzialności, której nie da się tak po prostu z siebie zrzucić, tak ludzkiego pragnienie szczęścia, wiary, że niemal wszystko jest w naszych rękach, poczucia bezradności mieszającego się z poczuciem sprawczości, ale też uczucia żalu, rozczarowania, strachu, samotności… O dyskryminacji, o tym, że chcemy żeby ludzie zakładali rodziny, a jednocześnie nie chcemy zatrudniać kobiet, które tę rodzinę mają. O nieustannym zmęczeniu, które nie odstępuje ani na krok, o tym, że czasami ciało mówi stop, nawet jeśli umysł wciąż sądzi, że da radę. Dawno nie czytałam takiej książki. W dodatku kompletnie nie mogłam się oderwać i 370 stron połknęłam w jeden dzień.

Oczywiście będą tacy, którzy powiedzą, że zakończenie było mało realne, a wątek kryminalny jak z filmu. Jednak mnie ta historia przekonała również w tym aspekcie. Może się wydawać, że są to rozwiązania filmowe, ale ja już wiem, że życie bywa "lepsze" od najbardziej szalonego scenariusza. Nie wydaje mi się, aby celem pani Jurczyk było zrobienie kryminału. Odebrałam to jako przedstawienie strasznych konsekwencji naszych złych decyzji, matnię z której czasami naprawdę trudno się wyrwać.

Podoba mi się także to, że tytuł książki jest nieprzypadkowy. Autorka zręcznie wplatała w tę historię zagadnienie organizacji, radzenia sobie ze stresem, pracą... Podobał mi się powracający wątek list zadań, zapisków, planowania, kalendarzy. Kasia Jurczyk pisze też o metodach, które stosujemy jako ujście emocji, o płaczu, który miał przynosić ulgę (a nie zawsze to robi) masażu, alkoholu, dbaniu o ogród... Wszystko, żeby się w tym wszystkim nie zagubić i spróbować chociaż ostatkiem sił złapać moment dystansu albo relaksu.

Chwalę sobie też tę książkę od strony technicznej. Bardzo przyjemnie czytało się nieco większą czcionkę i myślę, że dla części osób będzie to ważny element. Jeśli chodzi o błędy to znalazłam pojedyncze literówki (np. zamiast Jola było ola), ale w żaden sposób nie wpłynęło to na moją przyjemność z lektury.

Po „Kwestię organizacji” sięgnęłam właściwie przez przypadek i takie właśnie przypadki przypominają mi, że warto czasami wybrać lekturę, która niekoniecznie reprezentuje nasz ulubiony gatunek, a nawet taką, której autora nie znamy. Kasia Jurczyk zabrała mnie niewesołą opowieść o życiu, ale taką, która sprawiła, że człowiek czuje się nieco mniej samotny w swoich codziennych wyzwaniach. „Kwestia organizacji” przypomina nam, że nie jesteśmy jedyni, którym nie zawsze los sprzyja. To dobra przeciwwaga dla tego co podsuwają nam media społecznościowe, niemal zawsze piękne i uśmiechnięte. Bardzo polecam Wam spotkanie z książką pani Jurczyk, a ja sama już planuję lekturę jej „Gniazdowania”.