Mario I Czarodziej Pan I Pies
glowahanna
Książka "Mario i czarodziej"/ "Pan i Pies" to dwa osobne opowiadania Thomasa Manna, które przyznam - trochę mnie zawiodły. Autor jest laureatem literackiej nagrody Nobla i choć wcześniej o nim nie słyszałam, to byłam ciekawa jego twórczości i oczekiwania miałam wobec niej całkiem spore. Szczególnie, że czytając opis książki, spodziewałam się mocnej, konkretnej krytyki faszyzmu, ważnych tematów społecznych i silnych politycznych wątków.
Zaczęło się całkiem dobrze. "Mario i czarodziej" to krótka historia rodziny, która przebywa na wakacjach we Włoszech. Jest pierwsza połowa XX wieku i choć z pozoru atmosfera jest sielska i godna pozazdroszczenia, to ciągle czytamy o "drobnych niedogodnościach". A to włoskie dzieci czują się lepiej od tych "obcych", a to turyści nie mogą zjeść obiadu w najładniejszej sali w restauracji - pomimo, że są gośćmi hotelowymi na dłuższy czas, a to rodzina zostaje wyproszona z sali i przeniesiona do innego hotelu, tylko dlatego, że ich dziecko ma objawy choroby, którą - jak uważa jedna z Włoszek - mogłoby zarazić innych.
Nastroje napięcia, poczucia wyższości i patriotyzmu są wśród lokalnych mieszkańców mocno widoczne. Problem w tym, że ich patriotyzm opiera się na pogardzie dla innych, a uczucia patriotyczne są tak płytkie, że nawet mała dziewczynka, która zdjęła z siebie brudny kostium kąpielowy na plaży, była w stanie obrazić bluźnierczo kraj - przynajmniej w ocenie małych dzieci wychowywanych na patriotów od urodzenia i dorosłych Włochów. Przebiegnięcie nagiego dziecka po plaży, okazało się wykroczeniem godnym mandatu, a okrzyki, gwizdy na dziewczynkę i wzbudzanie na siłę poczucia winy u rodziców czymś godnym pochwały. Rodzina pozostaje na to obojętna i stara się nie dostrzegać tych zachowań - skupia się na miłym czasie - mimo wszystkich poniżań.
Któregoś dnia trafia jednak na występ czarodzieja - i tu w mojej ocenie czar książki pryska. Być może nie zrozumiałam jej tak, jak powinnam, ale przeczytanie tych kilkunastu stron naprawdę mi się dłużyło. Wiem, że czarodziej i jego publiczność, która biła brawo na każdym kroku jest przenośnią i metaforą ogłupiałego społeczeństwa, które łatwo daje sobą manipulować i oddaje władzę tym najbardziej pewnym siebie ludziom, którzy - choć niewiele sobą reprezentują i często są brutalnymi tyranami - z jakiegoś powodu wzbudzają szacunek i respekt wśród części społeczeństwa.
Między słowami autor przestrzega przed tymi jednostkami i przed zachowaniem jakie reprezentują bohaterowie książki. Magik na włoskich wakacjach może być metaforą tyranów i przywódców, których znamy z historii. Dla mnie jednak ta metafora była zbyt głęboka i język, którym posługiwał się autor też był w mojej ocenie irytujący.
W całej książce - w dwóch opowiadaniach - znajdziemy bardzo poetyckie opisy wszystkiego i choć w przypadku "Pana i psa" momentami było to na plus - np. sielskie opisy porannych spacerów nad rzeką wśród drzew, parków i pustych ścieżek były urocze i oddawały charakter opowiadania, które miało być pewnego rodzaju ucieczką od traum w wyidealizowany świat natury, tak w przypadku pierwszego opowiada kompletnie mnie nie porwał i nie przekonał.
Twórczość Thomasa Manna pewnie jest potrzebna i autor miał sporo racji --szczególnie, że problemy, które poruszał ciągle powracają, ale osobiście wolę książki, które są albo konkretnymi reportażami i polityczno-społecznymi manifestami z jakąś historią ewentualnie w tle albo pozostają jednak typową literaturą piękną z pięknymi, barwnymi opisami. Tu przeintelektualizowania było dla mnie zbyt dużo i to w naprawdę niepotrzebnych momentach. Zdecydowanie - jeśli mowa o polityczno-społecznych książkach - a na taką liczyłam i takie miałam oczekiwałam wobec dzieł Thomasa Manna, wolę konkretne opisy bez ubarwiania na siłę. Druga część książki, czyli "Pan i pies" bardziej mnie przekonała, ale jednak nie było to to, czego oczekiwałam.
atypowy
Sięganie po twórczość Thomasa Manna kojarzy się zazwyczaj z wielkim wyzwaniem czytelniczym - z przedzieraniem się przez monumentalne opowieści o europejskim kryzysie duchowym, jak w „Czarodziejskiej górze”, czy wielopokoleniowe sagi w stylu Buddenbrooków. Niemiecki noblista był jednak również absolutnym mistrzem małych form, w których z równą precyzją potrafił zawrzeć głębokie diagnozy psychologiczne i społeczne. Książka „Mario i czarodziej. Pan i pies”, wydany przez Wydawnictwo MG, to zaledwie 128-stronicowa pigułka mannowskiego geniuszu. Zestawienie tych dwóch skrajnie różnych opowiadań tworzy fascynujący, choć literacko nierówny portret ludzkich namiętności, manipulacji oraz więzi.
THOMAS MANN – CHIRURG LUDZKIEJ PSYCHIKI
Thomas Mann to jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych pisarzy XX wieku, którego twórczość stanowi intelektualny fundament nowoczesnej prozy europejskiej. Urodzony w Lubece autor, nagrodzony Literacką Nagrodą Nobla w 1929 roku, słynął z niezwykłego zmysłu analitycznego, ironicznego dystansu oraz umiejętności bezlitosnego obnażania kryzysu mieszczańskich wartości. Styl Manna - nawet w tak krótkich formach - charakteryzuje się niezwykłą elegancją, gęstością znaczeń i precyzją słowa. Pisarz potrafił z pozornie błahej sytuacji towarzyskiej czy codziennego spaceru z czworonogiem uczynić punkt wyjścia do uniwersalnych rozważań o wolnej woli, narodzinach totalitaryzmu czy skomplikowanej naturze miłości i przywiązania.
Książka składa się z dwóch skrajnie odmiennych pod względem nastroju i tematyki tekstów. Pierwszy z nich, „Mario i czarodziej” (napisany w 1929 roku), to genialna, przesiąknięta duszną atmosferą alegoria polityczna. Akcja toczy się we włoskim kurorcie, gdzie wypoczywa niemiecka rodzina. Spokój miasteczka burzy pojawienie się sztukmistrza, hipnotyzera Cipolli. Jego występ zamienia się w przerażający spektakl manipulacji - Cipolla za pomocą biczów i sugestii całkowicie ubezwłasnowolnia publiczność, zmuszając szanowanych obywateli do upokarzających zachowań. Kulminacją staje się konfrontacja z młodym kelnerem Mario. Mann w niesamowity sposób, tuż przed dojściem Hitlera do władzy, zdiagnozował tu mechanizmy faszystowskiej demagogii, podatność tłumu na manipulację oraz iluzoryczność ludzkiej wolnej woli.
Zupełnie inny ton uderza w drugim opowiadaniu - „Pan i pies”. To niezwykle ciepła, momentami sielankowa, ale też głęboko analityczna opowieść o relacji narratora z jego wyżłem. Mann z wielką czułością, humorem i spostrzegawczością opisuje codzienne rytuały: wspólne spacery, polowania na polne myszy czy specyficzny język komunikacji między człowiekiem a zwierzęciem. To powrót do natury, próba odnalezienia czystego, pozbawionego ludzkiej neurozy i konwenansów autentyzmu.
Nie ma wątpliwości, że to proza dobra, napisana z rzemieślniczym i artystycznym kunsztem, z którą warto się zapoznać jako z klasyczną pozycją z dorobku noblisty. Konstrukcja obu tekstów pokazuje, jak wielkim spektrum stylistycznym dysponował Mann - potrafił w obrębie jednej książki przejść od mrocznego, politycznego thrillera psychologicznego do lekkiego, niemal filozoficznego eseju o psiej naturze.
„Mario i czarodziej” to tekst absolutnie wybitny, gęsty od metafor, trzymający w napięciu i uderzający w najczulsze punkty ludzkiej natury. Przy nim „Pan i pies”, mimo całego swojego uroku i plastyczności opisów przyrody, jawi się momentami jako ramotka - nieco zbyt rozwlekła, monotonna i nużąca w swoich drobiazgowych relacjach z psich nawyków. Ta nierówność sprawia, że po zamknięciu książki zamiast pełnego zachwytu pojawia się lekkie poczucie niedosytu i narracyjnego rozbicia.
WERDYKT
„Mario i czarodziej. Pan i pies” to intrygujący dwugłos, który pozwala poznać Thomasa Manna z nieco mniej znanej, bardziej skondensowanej strony. Wydawnictwo MG oddało w ręce czytelników książkę, która broni się jako literacki dokument epoki oraz doskonałe ćwiczenie z interpretacji tekstu. Choć nie jest to dzieło, które porwało mnie bez reszty czy rzuciło na kolana, to bez wątpienia stanowi wartościowe spotkanie z klasyką. Czy w świecie, w którym współczesne formy społecznej manipulacji i politycznej hipnozy przybierają coraz bardziej wyrafinowane formy, potrafimy jeszcze obronić swoją podmiotowość, czy może - wzorem publiczności Cipolli - z uśmiechem na ustach oddajemy kontrolę nad własnym życiem nowym czarodziejom masowej wyobraźni? Warto się nad tym zastanowić podczas lektury.
MB
Thomas Mann kojarzy się przede wszystkim z literaturą wymagającą, gęstą od znaczeń i filozoficznych rozważań. Tym większym zaskoczeniem okazał się dla mnie „Mario i czarodziej/Pan i pies”. To dwie krótkie formy, które – choć bardzo różne tematycznie – łączy charakterystyczny styl autora oraz narrator będący właściwie najciekawszym elementem całej książki.
Już od pierwszych stron uwagę zwraca sposób prowadzenia narracji. Jest w nim coś staroświeckiego, eleganckiego, a jednocześnie pełnego subtelnego humoru. Odniosłam wrażenie, że pan w meloniku przedstawiony na okładce doskonale oddaje klimat tej książki. Narrator wydaje się nieco osobliwy, chwilami wręcz dziwaczny, ale właśnie ta jego specyficzna perspektywa sprawia, że czytelnik z zainteresowaniem podąża za kolejnymi obserwacjami. Nie jest to humor głośny ani oczywisty. To raczej dyskretny uśmiech, który pojawia się przy okazji drobnych komentarzy, zaskakujących skojarzeń czy sposobu opisywania ludzi i codziennych sytuacji.
Największą przyjemność sprawił mi właśnie język. Mann napisał te opowiadania z ogromną swobodą, a jednocześnie niezwykle precyzyjnie. Zdania płyną spokojnym rytmem, nie spieszą się, pozwalają wybrzmieć każdej obserwacji. Dzięki temu nawet zwykłe sceny nabierają pewnego uroku. To literatura, którą czyta się lekko, choć nie dlatego, że jest powierzchowna, lecz dlatego, że autor znakomicie panuje nad słowem.
Oba opowiadania różnią się nastrojem. „Mario i czarodziej” buduje atmosferę narastającego niepokoju, choć przez długi czas wydarzenia obserwujemy z dystansem i spokojem narratora. „Pan i pies” jest z kolei opowieścią znacznie cieplejszą, pełną czułości wobec zwierzęcia i codzienności. W moim odbiorze jednak nie fabuła odgrywa tu najważniejszą rolę. Znacznie bardziej liczy się sposób opowiadania niż same wydarzenia.
Nie jest to książka, która skłoniła mnie do głębokich przemyśleń czy pozostawiła z poczuciem odkrycia czegoś wyjątkowo ważnego. To jedna z tych książek, które dobrze sprawdzają się jako literacka odskocznia między bardziej wymagającymi lekturami. Nie przytłacza objętością, nie wymaga wielkiego zaangażowania, a jednocześnie pozwala obcować z bardzo dobrą prozą. Jest w niej pewna lekkość, elegancja i szczypta humorystycznego dystansu, które sprawiają, że kolejne strony czyta się z autentyczną przyjemnością.
Mam jednak poczucie, że nie jest to publikacja, która pozostanie ze mną na długo. Doceniam kunszt językowy Thomasa Manna, kulturę jego pisania i specyficzny sposób prowadzenia narracji, ale emocjonalnie książka nie wywarła na mnie większego wrażenia. To raczej przyjemne spotkanie z klasyką niż lektura, która zmienia sposób patrzenia na świat. Lektura tej książki przypominała mi momentami „Pieszczocha” Emila Ajara – również świetnie napisana historia utrzymana w tonie lekkiej humoreski.
To oblicze Manna poleciłabym przede wszystkim osobom lubiącym klasyczną literaturę pisaną pięknym, dopracowanym językiem oraz czytelnikom, którzy cenią narratorów-obserwatorów z charakterem. Jeśli ktoś szuka książki z sympatycznym, lekko ironicznym spojrzeniem na ludzi i codzienność, będzie usatysfakcjonowany. Natomiast osoby oczekujące wartkiej akcji lub silnych emocji mogą poczuć pewien niedosyt. Dla mnie była to przede wszystkim przyjemność płynąca z obcowania z dobrze napisanym tekstem, a nie z samej historii.
Ta lektura przypomniała mi również o zalegającej na półce powieści „Czarodziej” Colma Tóibína, która poświęcona jest właśnie Mannowi. „Brooklyn” i „Long Island” autorstwa tego irlandzkiego pisarza utwierdziły mnie w przekonaniu, że Tóibín potrafi z niezwykłą wrażliwością opowiadać o swoich bohaterach, dlatego mam duże oczekiwania również wobec „Czarodzieja”. Być może dla czytelników, których Mann zaintrygował równie mocno jak mnie, będzie to naturalny kolejny krok.
Informacje:
-
Autor:Thomas Mann
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Obyczajowa
-
Tytuł Oryginału:Mario und der Zauberer, Herr und Hund
-
Język Oryginału:Niemiecki
-
Przekład:Marceli Tarnowski, Stanisław Alberti
-
Liczba Stron:128
-
Rok Wydania:2026
-
Wymiary:170 x 240 mm
-
ISBN:9788382413731
-
Wydawca:Wydawnictwo MG
-
Oprawa:Twarda
-
Miejsce Wydania:Warszawa
-
Ocena:4/6 5/6