Pamiętnik Schizofreniczki
Agnieszka Jagusiak
Schizofrenia to przypadłość, która wydaje mi się okropnym ciężarem dla osoby nią owładniętej, a przy tym niesamowicie tajemniczą chorobą psychiczną, w której własny umysł płata figle w niewyobrażalny sposób. Omamy słuchowe, wzrokowe, a nawet węchowe zdarzające się osobom chorym na schizofrenię zdają się okropnym chichotem ich własnych umysłów. Schizofrenia nie ma swojej jednej przyczyny, każda osoba cierpiąca na nią musiała zmagać się z szeregiem innych czynników wpływających na jej powstanie, więc byłam niezwykle ciekawa, jaka historia kryje się za chorobą autorki “Pamiętnika schizofreniczki”, jakie objawy schizofrenii były dla niej najbardziej dręczące i jak sobie z nimi poradziła. Tego się niestety nie dowiedziałam.
Mam wrażenie, że tytuł książki niezupełnie oddaje jej treść. Książkę, moim zdaniem, trafniej byłoby nazwać “Czterdzieści dni w zakładzie psychiatrycznym”, ponieważ taką właśnie historię opisuje. Po tytule spodziewałam się dużo więcej informacji na temat samej choroby oraz jej objawów, czego naprawdę bardzo mi brakowało, aby w pełni zrozumieć, z czym zmagała się bohaterka. Między wierszami można doczytać, że sama nie wierzyła w diagnozę, ponieważ nie słyszała głosów, a jest to częsty objaw schizofrenii. Zabrakło jednak informacji na temat tego, co właściwie skierowało ją do szpitala psychiatrycznego. Kobieta chciała popełnić samobójstwo, jednak do tak radykalnych kroków może zaprowadzić wiele psychicznych chorób, nie tylko schizofrenia. Po przeczytaniu mam wrażenie, że to tylko środkowy rozdział historii Agnieszki - zabrakło w nim informacji na temat tego, co zaprowadziło ją do szpitala psychiatrycznego (a nie był to pierwszy raz) i jak poradziła sobie po wyjściu z niego.
W książkę można dopatrzyć się kilku nieścisłości, jak chociażby ta, kiedy pacjent, który już drugiego dnia mówi naszej bohaterce po imieniu, gdzie wcześniej nie wspomniano nawet, że się poznali. Ze względu jednak na fakt, że autorka zmaga się ze schizofrenią można przymknąć oko na pewne błędy. Mam wrażenie, że wiele wątków wartych jest rozwinięcia, aby czytelnik mógł lepiej zrozumieć sytuację bohaterki.
Sama fabuła wydaje się wyrazista, pozwala poczuć nieprzyjemny, nieco wrogi klimat szpitala psychiatrycznego, jest bardzo realistyczna. Książkę czyta się bardzo szybko, akcja również jest wartka i przedstawia czterdzieści dni w ośrodku zamkniętym oraz zmagania się bohaterki z bezsennymi nocami. W książce znajdziemy przede wszystkim zawiłe, choć jedynie pokrótce opisane, relacje pomiędzy osobami zmagającymi się z chorobami psychicznymi. Na pewno nie jest łatwo zamknąć się pod jednym dachem i w jednych pokojach z osobami z tak wieloma różnorodnymi problemami, a także na zupełnie innych etapach życia. Czterdziestoczteroletnia Agnieszka mieszkała w czasie swojego pobytu zarówno z osobami dwadzieścia lat od siebie młodszymi, jak i starszymi, z wieloma różnorodnymi chorobami psychicznymi i to nawet w jednym czasie, co mogło stanowić trudne warunki dla osoby zdrowej, a co dopiero chorej psychicznie.
Książka niestety jest dosyć krótka, a po przeczytaniu jej czułam duży niedosyt i zadawałam sobie wiele pytań: Co stanie się z naszą bohaterką po wyjściu ze szpitala? Czy poradzi sobie w nowej rzeczywistości, stanie na nogach i będzie szczęśliwa? A może jej choroba powróci wraz z bezsennymi nocami i znów będzie zmuszona wrócić do szpitala? Tego się niestety nie dowiemy.
Inka
W filmie Kasi Adamik Zima pod znakiem wrony z 2026 roku (na podstawie opowiadania Olgi Tokarczuk) profesor Joan Andrews wygłasza wykład, w którym broni tezy, że schizofrenia wcale nie musi być chorobą. A przynajmniej nie w takich kategoriach jak dotąd sądzono. Może to my, „normalni”’ dążymy do standaryzacji świata żeby poczuć się w nim bezpiecznie? A każde odstępstwa od schematów burzą określony porządek?
W którym momencie „obcy” i „inny” przestaje mieścić się w granicach wzorca? Czy psychiatrzy i psychoterapeuci, farmakologia jest w ogóle potrzebna?
Pokłosie tych retorycznych rozważań widać w bogatej literaturze naukowej, pięknej i biograficznej. Chociażby w głośnym Ptaśku W. Whartona, Obłędzie J. Krzysztonia, Byłam schizofreniczką B. Rosiek, czy filmach: Pułapka umysłu K. Billera, Solista J. Wrighta. Znanymi schizofrenikami cierpiącymi na urojenia wzrokowe, słuchowe byli i Philip K. Dick, i Kant, i Nietzsche, i van Gogh, i Munch, i John Nash – słynny dzięki Pięknemu umysłowi R. Howarda.
Czy Pamiętnik schizofreniczki Agnieszki Mikuły wnosi do tego piśmiennictwa trwałą wartość? We wstępie pierwszoosobowa narratorka próbuje łagodnie wprowadzić czytelnika w realia szpitali psychiatrycznych, dokonuje syntezy. W krótkich wpisach charakteryzuje profile pacjentów i lekarzy. Przy czym od razu zaznacza: „Nie oczekuję współczucia ani litości”.
Czas fabularnej akcji wyznacza data 18 stycznia 2025 roku. Łącznie to trzydzieści dziewięć dni. Dzień pierwszy zaczyna się od zgłoszenia na izbie przyjęć i rutynowego wypełnienia szpitalnej dokumentacji. Swoistej wiwisekcji na bohaterce, czterdziestoczteroletniej Agnieszce. Dzięki temu czytelnik od razu otrzymuje gotowe studium przypadku klinicznego. Dla lekarza to jednostka chorobowa. Dla chorego – „uwięzienie” we własnej głowie.
Takich sugestywnych sformułowań w Pamiętniku schizofreniczki jest znacznie więcej. W krótkich zdaniach autorka opisuje myśli, wrażenia, odczucia: „nie jestem w stanie odróżnić snu od jawy”, „Bezsenność to nie tylko brak snu – to stan zawieszenia, w którym myśli stają się głośniejsze niż cokolwiek innego”, „Czytam, znikam w literach. To moja ucieczka”, z przewagą porównań: „Czułam się jak na krawędzi”, „jakbym poruszała się w tym gęstym, ciepłym kisielu”, „jestem krucha jak szkło”, „To po prostu strach, czysty jak metaliczny posmak w ustach”.
Bohaterka analizuje swoją obecność w przestrzeni otaczającego ją świata. Próbuje rekonstruować rzeczywistość w sobie tylko dostępny sposób. A przy tym budować relacje z innymi pacjentami, z których „każdy (…) nosił swoje demony, swoje historie i tajemnice”. Zatem jest osobna opowieść Króla, osobna Seweryna. Inna bajka Martyny, inna Rafała. Ale to Agnieszka stanowi tutaj główną oś. Wprowadza równowagę na linii pacjent – pacjent, pacjent – lekarz.
Rytm książki wyznacza tempo dziennikowych wpisów. Ta pozorna rutyna tylko chwilowo wydaje się być bezpieczna: pobudka, przyjęcie leków, obchód, regulaminowe, dosyć szczegółowo opisywane, aktywności. Ale dramaty rozgrywają się w antraktach. Nie potrzebują patetycznych słów by nazwać próby samobójcze, depresje, rodzinne konflikty. Często to zwykłe równoważniki zdań. Prosty język wzmacnia biograficzny, bezpośredni charakter publikacji.
Pamiętnik schizofreniczki jest intymnym, szczerym zapisem zmagania z chorobą konkretnej osoby. Jego siłę stanowi walka ze stereotypami dotyczącymi chorób psychicznych. Ta krótka publikacja z kategorii literatury faktu ma też mocny epilog. Zaznacza dalsze losy pacjentów i samej Agnieszki, która nauczyła się „oddychać wolniej” i „Nie uciekać od samej siebie”.
glowahanna
"Pamiętnik schizofreniczki" to książka, która została napisana podczas 39 dniowego pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Bohaterką jest dorosła kobieta - nie wiem czemu spodziewałam się nastolatki i książki z kategorii Young Adult. To 44- letnia mężatka, która trafiła po raz kolejny w swoim życiu do szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójczej, z rozpoznaniem schizofrenii paranoidalnej - choć jak sama twierdzi - nie jest chora, bo nie słyszy głosów, które przy tej chorobie zdarzają się przecież zawsze - przynajmniej tak uważała, z bezsennością i lękiem, że się udusi podczas snu.
Dzięki pamiętnikowi, możemy dzień po dniu śledzić jej pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Moment przyjęcia, poznawanie nowych osób, obchód, poranek, dzień, wieczór, noc, weekend. Codzienność, którą się toczy - z jednej strony pełna rutyny, w której - przynajmniej z pozoru każdego dnia wszystko wygląda dokładnie tak samo, ale jednocześnie jest zupełnie różne. Tak, jak różni są pacjenci w szpitalu. Bohaterka opisuje w pamiętniku osoby, które też są pacjentami tego samego oddziału. Warto zauważyć jak duży i różnorodny jest to przekrój. To zupełnie inni od siebie ludzie, którzy przynajmniej w szpitalu są traktowani na równi. Z pozoru nic ich nie łączy, ale mimo to, są dla siebie niezwykle bliscy i czasem czują, jakby znali się od lat. Dorosły mężczyzna, który ma strach w oczach jak mały chłopiec i nie potrafi się obronić, ale jest niezwykle pomocny, młody chłopak, który wszystkim ubliża i jest agresywny, osoby uzależnione od leków i narkotyków, kryminalista, który zamiast trafić do więzienia, trafił do szpitala psychiatrycznego, człowiek, który twierdzi, że jest mistrzem Polski w boksie, młode dziewczyny po nieudanych próbach samobójczych, anorektyczki, dorosła kobieta, która całe życie poświęciła dla innych i wreszcie - bohaterka książki, która uważa, że nie ma w nikim wsparcia nawet wtedy, gdy odwiedza ją mąż, jej matka i teściowa.
Książka oprócz codzienności w szpitalu psychiatrycznym, pokazuje też niedociągnięcia w służbie zdrowia. Krótki fragment, gdy pacjentka mówi lekarzowi, żeby ją przypiął pasami do łózka, bo obawia się tego, że wyskoczy z okna, a on odpowiada, że nie ma na tym oddziale pasów i że nie może tego zrobić, zostawiając ją samą z lękiem i problemem, jest przerażający Tak, jak to, że nikt nie dostrzega problemu w tym, że pacjentka, która niedawno miała próbę samobójczą, ma w kosmetyczce maszynki do golenia i szklany antyperspirant. Tylko dlatego, że to inny oddział.
"Pamiętnik schizofreniczki" to osobiste wspomnienia. Prawdziwy pamiętnik z datami na każdej stronie. Nie można więc napisać, że ta książka jest zła. Wręcz przeciwnie - wciągnęła mnie i zainteresowała, pomimo braku dynamicznej fabuły czy wymyślonych kontrowersji. To króciutka pozycja - na godzinę czytania, ale zostaje w głowie znacznie dłużej. Sprawiła, że doceniłam to, co mam - choćby fakt, że sama mogę sobie wziąć tabletkę na bolesny okres, a nie prosić o nią obcą osobę. Pokazuje, jak ważne jest dbanie o zdrowie psychiczne, zawalczenie o siebie i o relacje. Cieszę się, że trafiłam na tę książkę. Ciekawa propozycja dla wszystkich bez względu na wiek czy doświadczenia życiowe.
Aneta Sawicka
Schizofrenia to choroba, która z jednej strony mnie przeraża, z drugiej zaś ciekawi. Jak odbiera świat osoba chora na schizofrenię? W jaki sposób radzi sobie z niechcianymi myślami? Co dzieje się w umyśle osoby, która słyszy głosy i postrzega rzeczywistość inaczej niż my? I czy schizofrenia zawsze wygląda tak samo? Czy jej wyznacznikiem zawsze są głosy słyszane w głowie i paranoja, którą nie sposób zrozumieć? Kiedy sięgałam po książkę "Pamiętnik schizofreniczki" myślałam, że poznam choć część odpowiedzi na te wszystkie pytania.
Autorka książki, Agnieszka Mikuła dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami związanymi z chorobą i jej leczeniem. Pozwala nam ona wniknąć do swojego świata i razem z nią przejść przez załamanie nerwowe, które doprowadziło ją do długiego pobytu w szpitalu. Ta niepozorna, krótka książka to zapis 130 dni spędzonych na różnych oddziałach szpitala psychiatrycznego. Książka ma formę pamiętnika, w którym autorka emocjonalnie opowiada czytelnikom o swoim pobycie w szpitalu. Możemy zobaczyć jak wygląda świat za murami, jak przebiega codzienność pacjentów, z jakimi problemami muszą się oni mierzyć. W książce poznajemy nie tylko osobiste odczucia autorki, ale również krótkie historie innych pacjentów. Pani Agnieszka wspomina bowiem o kilku osobach, które poznała w czasie pobytu w szpitalu, wspominając o ich chorobach, ale również o więziach, które udało się nawiązać w czasie leczenia. Mało natomiast jest tu informacji o samej bohaterce tej opowieści. Jedynie mimochodem wspomina ona o swojej rodzinie, nie wtajemniczając nas zbytnio w swoje prywatne sprawy. Nie wiemy tak naprawdę jak wygląda jej życie codzienne i jak choroba na nie wpływa. Niewiele jest tutaj również na temat samej schizofrenii, przez co ja osobiście czuję się nieco oszukana. Tytuł książki zdawał się obiecywać książkę, w której można nieco poznać ten temat, tymczasem o samej istocie choroby dowiedziałam się niewiele. Autorka wspomina jedynie, że jej schizofrenia nie przebiega w sposób typowy, ale nie wdaje się w żadne szczegóły.
"Pamiętnik schizofreniczki" to książka, która opowiada bardziej o pobycie w szpitalu i to jedynie o kilku aspektach z tym związanych niż o życiu z chorobą psychiczną. Ja jestem zawiedziona, ponieważ spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Oczywiście książka ma swoje zalety- pokazuje, że warto walczyć o swoje zdrowie i szczęście i prosić o pomoc, zawsze wtedy, gdy tego potrzebujemy. Autorka oswaja tutaj temat pobytów w szpitalu psychiatrycznym pokazując, że leczenie w szpitalu nie zawsze wiąże się z chorobą psychiczną, czasem będąc po prostu wynikiem kryzysu emocjonalnego. To osobista opowieść, nie fikcja literacka co jest dużym walorem tej opowieści. Być może jest to swego rodzaju próba uporządkowania własnych odczuć i oswojenia swojej samotności i strachu. Książka jest bardzo krótka, liczy niewiele ponad 60 stron, więc w żaden sposób nie wyczerpuje ona tematu. Jest jedynie jego zarysem, co u mnie powoduje duży niedosyt. Czy warto sięgnąć? Trudno mi to ocenić. Na pewno czytanie tego pamiętnika nie można uznać za zmarnowany czas, zwłaszcza, że poznanie całej książki zajęło bardzo mało czasu. Z jednej strony książka daje do myślenia i przedstawia ciekawy temat. Z drugiej strony nie jest tak wciągająca, jakbym tego chciała. Opinię warto więc wyrobić sobie samemu.
Informacje:
-
Autor:Agnieszka Mikuła
-
Gatunek:Literatura Faktu, Publicystyka, Eseje, Biografia, Autobiografia
-
Tytuł Oryginału:Pamiętnik Schizofreniczki
-
Język Oryginału:Polski
-
Przekład:Brak
-
Liczba Stron:70
-
Rok Wydania:2025
-
Wymiary:144 x 206 mm
-
ISBN:9788380114777
-
Wydawca:Warszawska Firma Wydawnicza
-
Oprawa:Miękka
-
Miejsce Wydania:Warszawa
-
Ocena:4/6 5/6 6/6 4/6