Przejdź do głównej treści

Czuję Zawrót Głowy


Autor: W.G. Sebald

Doris

„gdyby zaznaczyć trasy, które wtedy przemierzyłem, powstałoby wrażenie, że oto na danej powierzchni ktoś próbował coraz to nowych trawersów i przesmyków, aby ostatecznie tak czy owak dotrzeć na obrzeża rozumu, siły wyobraźni albo woli i z konieczności zawracać”.

 Sebald i jego twórczość to zawsze niespokojna pielgrzymka, nieprzewidywalna także dla niego samego, nie wiadomo bowiem, dokąd zaprowadzą go nogi, powiezie pociąg, jaki będzie kolejny etap, powiązana ścieżka, a także  jakie rejony umysłu, fantazji i retrospekcji uruchomi. Niespodzianki nas zaskakują, skojarzenia, niekiedy bardzo dalekie, fascynują. Podróż wiąże się ze spotkaniami z ludźmi, jedne krajobrazy przywodzą na myśl inne, z dawno przeszłych dni, które nagle ożywają, a wraz z nimi silne emocje, dotychczas uśpione, wyciszone.

 Wędrówka europejskimi szlakami jest więc zarazem podróżą w głąb siebie, w czas miniony, rzecz jasna nie tylko w przeszłość własną, ale także tę historyczną w szerokim zakresie, która była świadkiem kształtowania się i przemian krainy obecnie przez autora odwiedzanej. Wszystkie te elementy współbrzmią ze sobą, swobodnie przepływają, uzupełniając się. Dzięki temu każda z opowieści Sebalda jest kopalnią faktów, ciekawostek, zawsze jednak z mocnym akcentem osobistym i subtelnie zarysowanym tłem, gdzie linia pejzażu, jego kolorystyka wzbogacona zostaje o impresje malarskie, muzyczne czy literackie.

 U Sebalda jedno łączy się bez wysiłku z drugim, pobudzając naszą czytelniczą wrażliwość i ciekawość. Nie dziwimy się, gdy autorowi raz i drugi zdaje się, że widzi na żywo tę czy inną postać ze starych sztychów, książkowych ilustracji czy stronic powieści, a to Ludwika II Bawarskiego, to znów Dantego albo scenę z obrazu Tiepola, choć mamy przecież drugą połowę XX wieku. Sam poszukujący, niespokojny, wsłuchuje się w rytm poranka, w każdym z miast odmienny, krąży do zmroku po uliczkach, wytężając uwagę, by nie uronić żadnej informacji, najmniejszego skojarzenia. Jego wędrówka jest bliskim spotkaniem z sobą samym, na jakie nigdy nie jesteśmy w pełni gotowi, „(…) wspomnienia zbierały, czy przynajmniej tak mi się wydawało, w jakiejś poza mną znajdującej się przestrzeni coraz wyżej i wyżej, i w końcu, osiągnąwszy określony poziom, przelewały się stamtąd we mnie jak woda ponad zaporą”. W ten sposób, podążając śladami Kafki czy Casanovy, łączy te ich powidoki sprzed dziesięcioleci i setleci z osobistymi wrażeniami, nadpisując w pamięci kolejny plik.

 Nie jest nam łatwo odgraniczyć prawdę od iluzji czy sennego marzenia. I nie jest to nawet potrzebne, bowiem ze splotu tych rozmaitości powstaje całkiem nowa jakość, interesujący kolaż, rozpostarty w przestrzeni ponad konkretem, czasem, bohaterem, karmiący się legendą na równi z historyczną prawdą, osobisty a zarazem uniwersalny w wymowie i przesłaniu. Myśli Sebalda krążą pomiędzy starymi bryłami budynków, zabytkowymi pomnikami, odwiecznym błękitem nieba i ludzką niespożytą energią, „co jako niewyraźna tęsknota pleni się poprzez nasze ciała, aby zaludniać piachy i zalane pola przyszłości”. Pisarz podziwia niezwyczajną kompatybilność owych zjawisk, które podtrzymują świat w jego bezkresnym trwaniu, pomimo kryzysów i przepowiadanych armagedonów.

Sebald posiada rzadką umiejętność budowania nastroju nader oszczędną, do tego chłodną, niemal reporterską narracją, w której emocje, zwłaszcza gdy włącza się osobista retrospekcja, są wychwytywane przez nas intuicyjnie, pozawerbalnie. I tak podrzędny pensjonat zaczyna przypominać nawiedzone miejsce z podejrzanie nieprzyjazną obsługą, a młody Kafka zdaje się multiplikować w całkowicie współczesnym włoskim pociągu.Jest to sebaldowe czarowanie, które nas już na stałe wiąże z jego, niełatwą w końcu, prozą, któremu bezwiednie dajemy się uwieść. W ogólnym obrazie ważne są pojedyncze detale, na nich to właśnie autor skupia uwagę, ustawia zoom i czyni je bohaterami opowieści. Istotna jest ich współzależność, niespodziewana sprawczość, popychająca narrację w określonym kierunku. Zdumiewa spostrzegawczość Sebalda, jego talent dostrzegania ulotności i zatrzymywania jej w kadrze.

 „(…) rozłożyłem wokół siebie papiery i notatki i przeprowadzałem linie komunikacyjne między mocno odległymi wydarzeniami, które jak mi się zdawało, należały do tego samego porządku”. Gdzie tutaj miejsce na drobiazgowość, zegarmistrzowską precyzję? Jak ją przyłożyć do rozległych plansz historii, do wytwórczych obrazów kreowanych przez wyobraźnię? Jednak można, i to, jak się okazuje, z powodzeniem. Do tego, by jednak opowieść ugruntować, zagnieździć w rzeczywistości, nie pozwolić czytelnikowi nazbyt daleko odpłynąć myślami, służą liczne ilustracje lub ich fragmenty. To przedmioty przyziemne, jak bilety podróżne, notatki, rachunki z restauracji. Lecz nie tylko one. Są również fotografie dokumentujące pejzaż, architekturę, portrety osób znanych z historii, poetów, wodzów, towarzyszą im zdjęcia obrazów, okładek książek, starych woluminów, byśmy mogli poczuć się uczestnikami wydarzeń, lepiej zrozumieli intencje i nastrój autora.

 „Po pracy – rzekł Salvatore, chronię się w prozie jak na zbawczej wyspie”. Doskonale go rozumiemy, my wszyscy, którzy wnikamy w sebaldowe krainy rozrzucone szeroko na mapie, przechodzący portalem czasu w dowolne jego przestrzenie, budujący z detali, fragmentów całości, wyszarpanych migawek i wrażeń wyższy poziom ogólności, wiedzę o świecie, pozwalającą lepiej go ocenić. Sebald jest uzdolnionym krawcem, twórcą zadziwiających patchworków, które oświetla to z jednej, to z drugiej strony, zawsze pozostawiając półcienie, refleksy niedopowiedzenia. „Drobiazgi, wymykające się naszej percepcji, rozstrzygają o wszystkim. (…) Cóż to za w gruncie rzeczy obłąkane przekonanie, że jednym obrotem steru, aktem woli można wpłynąć na bieg rzeczy, podczas gdy decydującą rolę odgrywają tu najrozmaitsze relacje między rzeczami”. Sebald, detektyw skupiony na detalach, mający idealne wyczucie znaczenia każdego z nich dla rozwoju dramaturgii zdarzeń, doskonale to rozumie.

 Czemu proza Sebalda opiera się czasowi, a nawet, w miarę jego upływu, zdaje się nabierać cech wiecznego życia, świeżości, którą ze zdumieniem postrzegamy jako również nasze własne refleksje, tyle, że nie potrafiliśmy ich dotąd z równą precyzją sobie uświadomić. Melancholia Sebalda jest bliska naszej melancholii, jego status wiecznego obserwatora, pozornie z boku, choć przecież silnie przeżywającego każdą chwilę, staje się naszym drogowskazem w drodze przez życie. Jesteśmy z Sebaldem, jego oczami obserwujemy obrazy, jakie opisuje: „Na dworze, za małym okienkiem, wirowały płatki śniegu, i niebawem wydawało mi się, że płynę łodzią i przeprawiam się przez jakąś wielką wodę”.

 Nie da się tej prozy nie nosić w sobie. Tutaj kronikarz spotyka się z artystą i wrażliwcem, efektem tego spotkania jest złączenie się rozumu i serca  w przeżywaniu życiowej drogi, co wywołuje… zawrót głowy i uzależnienie, z których na szczęście nie ma potrzeby się leczyć. Chorujmy więc wspólnie na Sebalda.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Informacje:

  • Autor:
    W.G. Sebald
  • Gatunek:
    Literatura Piękna, Eseje, Felietony
  • Tytuł Oryginału:
    Schwindel : Gefühle
  • Język Oryginału:
    niemiecki
  • Przekład:
    Małgorzata Łukasiewicz
  • Liczba Stron:
    248
  • Rok Wydania:
    2021
  • Wymiary:
    130 x 200 mm
  • ISBN:
    9788366267589
  • Wydawca:
    Ossolineum
  • Oprawa:
    Miękka
  • Miejsce Wydania:
    Wrocław
  • Ocena:
    6/6