Hiril
Katarzyna Berenika Miszczuk ma na swoim koncie wiele popularnych książek, a jednak największą rozpoznawalność przyniósł jej cykl Kwiat paproci czyli opowieść o Polsce, w której wciąż żyją szeptuchy, żercy, demony, ale i bogowie. „Wygnaniec” to pierwszy tom nowego cyklu zatytułowanego Czarna tafla i chociaż to również jest fantastyka osadzona w Polsce, to jej klimat jest nieco inny, bowiem tym razem autorka zahacza nie tylko o polski legendarz, ale także ten celtycki.
W „Wygnańcu” poznajemy Ankę, samotną pielęgniarkę, która jedzie na wieś Dusibaby po to, żeby zająć się domem dziadków, samego dziadka z powodu jego zdrowia przekonać do przenosin do domu spokojnej starości, a ziemię sprzedać. Kobieta nie jest zachwycona tym zadaniem, ale nie traci nadziei, że może chociaż przy okazji spotka ją coś nowego. Póki co przeżyć dostarcza jej fakt, że dziadek woli spać w dzień niż w nocy, więc jej przytomność jest wystawiana na coraz większe próby. Tak jednak jest tylko do czasu, gdy w ogrodzie, a konkretnie w truskawkach, znajduje nagiego mężczyznę, który opowiada coś o jakimś bibelocie. Zanim rozmowa zdąży się choć trochę wyklarować, ktoś zaczyna do nich strzelać i tak oto zdumiona Anka nagle zostaje wplątana w przedziwną historię, która z każdym kolejnym krokiem staje się coraz bardziej zaskakująca. W rezultacie może się okazać, że słowa „Uważaj czego sobie życzysz” nabiorą boleśnie prawdziwego wyrazu…
Z cyklem Kwiatu paproci miałam lepsze i gorsze chwile, dlatego z dużą dozą zaciekawienia sięgnęłam po „Wygnańca” i byłam szczerze zaintrygowana, co tym razem zaserwuje nam pani Miszczuk. Klimat książki jest równocześnie podobny i zupełnie inny. Przede wszystkim kolejny raz historia ma miejsce w wiejskim otoczeniu, pewną rolę odgrywa starsza osoba, sama główna bohaterka pochodzi z większego miasta i też znikąd pojawia się też przystojny mężczyzna. „Wygnaniec” wydaje się jednak nieco bardziej współczesny, choć to jest nieco zrównoważone przez drugą połowę książki.
Jednak przez całą historię miałam poczucie, że czytam posklejane w jedną całość odrębne sceny. Same w sobie naprawdę niezłe, ale w połączeniu momentami odbierałam je jako mało spójne. Poza tym może niektóre elementy znajdą swoje rozwiązanie w kolejnych tomach, ale w tej chwili mam wrażenie, że niczego nie wnoszą do fabuły. Mam też wątpliwości dotyczące niektórych rozwiązań fabularnych np. chaotycznej wydawałoby się strzelaniny, w której nie zostaje trafiony pozostająca nieruchomo starsza osoba albo mitycznie niedostępnego zasięgu w sytuacji, która nie była w żaden sposób zaplanowana. Zabrakło mi w tej historii takiego wygładzenia fabularnego. To były też momenty, kiedy dynamika mojego czytania osiadała - po prostu nie potrafiłam się w tę historię wczuć. Druga połowa „Wygnańca” była w mojej opinii lepiej zbudowana, miała znacznie mniej takich momentów, choć może to mieć ścisły związek ze zmianą fabularną, która się na tym etapie wydarza. Ona sprawia, że to autorka decyduje jakie rozwiązania mają tu sens.
To co jest wielkim atutem tej książki, to poczucie humoru - Katarzyna Berenika Miszczuk naprawdę dobrze wplata dowcipne dialogi, monologi wewnętrzne czy zabawne sytuacje w fabułę i to czyta się rewelacyjnie. Muszę przyznać, że autorka też mnie rozbawiła wspomnieniami o typowym romantasy - pojawiało się we mnie całkiem przyjemne uczucie "książki w książce"! Ciekawy jest też motyw relacji głównej bohaterki z jej bliskimi, jak również druga część książki i to jakie "okoliczności przyrody" zbudowała w niej autorka. Bardzo spodobały mi się również celtyckie nawiązania oraz porównania folkloru polskiego i celtyckiego. Mam nadzieję, że wszystkie te elementy pojawią się także w kolejnym tomie.
„Wygnaniec” okazał się kolejną książką pani Miszczuk, której fabuła raz mnie porywała, a raz najzwyczajniej w świecie gubiła. Myślę, że wielbiciele cyklu Kwiatu paproci odnajdą się w niej bez trudu, natomiast nieprzekonani raczej zdania nie zmienią. Miłośnicy rozbudowanych światów oraz wielowątkowej, głębokiej fabuły mogą tę lekturę odpuścić, ale polecam ją poszukiwaczom lekkiego, momentami naprawdę zabawnego, polskiego romantasy. Tymczasem pozostaje nam oczekiwać na kolejny tom, czyli „Wiedźmę”!