Przejdź do głównej treści

Opowiadania

„(...)   I dumnej wspaniałości twojej kres położy, A Twój przykład straszliwy Cały świat zatrwoży (...)” Torres Villarroel „Wielki Alamach Salamanki”   za: Carpentier „Eksplozja w Katedrze”   1.           Jakoś nie mogłem się przyzwyczaić do myśli, że moje leczenie dobiega końca. Zawsze próbowałem sobie wyobrazić ten dzień, kiedy pielęgniarka lub pracownik administracji powiadomi mnie, że zostaję wypisany. A właśnie teraz się…

Katarzyna Kaczmarczyk Słońce zaczynało już zachodzić, gdy wydostaliśmy się z jaskini. Przeprawa okazała się trudniejsza, niż myśleliśmy i zajęła nam sporo czasu. Woda wpadająca do środka utrudniała poruszanie się, a na domiar złego, dno stanowiły kamienie porośnięte glonami. Trzeba było bardzo uważać, by się nie poślizgnąć. Ja i Meredith trzymałyśmy się za ręce. Szybko doszłyśmy jednak do wniosku, że to znacznie utrudnia stawianie kroków. Gdy jedna się zachwiała, druga tak…

FtW – Ludzie za mało się cieszą z tego, co mają, a za bardzo martwią tym, czego nie posiadają – powiedział pan, co wiedział, co mówi, bądź też wiedział, co powiedzieć.             Nie miało to żadnego znaczenia; ważne, aby ogólnokrajowa, a może nawet światowa terapia odniosła pożądany skutek. Ludzie gotowi się jeszcze zastanawiać, dlaczego kupują lekarstwa, które leczą, ale nigdy nie wyleczą, że zamiast zarabiać, żyją…

Anna Zborowska Gdyby kazano jej zgadywać, jaki zawód wykonuje Jakub Orłowski, bez pudła odparłaby, że to nauczyciel państwowej szkoły. Chociaż nie potrafiłaby uzasadnić, co decydowało o tym przeczuciu. Jego wymięta koszula polo i rybaczki bardziej pasowały do nadmorskiego sprzedawcy niż przedstawiciela oświaty. Tak samo niedbała fryzura, wariacja ścięcia ,,na pazia”, która nadawała posiwiałemu mężczyźnie dziecięcego wyglądu. Uczniowie poznali go trzeciego września. Przeszed…

Anna Zborowska      Dym   – Dziewczyno, poczęstujesz mnie papierosem? Nie zauważyła, kiedy obok niej na ławce przysiadł się obcy mężczyzna. Był łysy, nieproporcjonalnie zbudowany. Pod szarą bluzką poruszały się jego mięśnie. – Nie palę – oznajmiła. Wyciągnął z kieszeni portfel. – Nie bądź taka. Dostaniesz dwie dychy za fajkę. Dobry interes, nie? – O co panu chodzi? Za rogiem jest sklep, proszę pójść sobie po papierosy, jeśli ma pan ochotę. Mó…

  „Magia z Bukowego Lasu. Letnie przesilenie”      Krople deszczu uderzały w zakurzone szyby, a porywisty wiatr poruszał drewnianymi okiennicami. Pogoda na zewnątrz sprawiała, że miało się chęć, przesiedzieć cały wieczór przy kominku. Niestety, często bywa, że okoliczności najmniej nam sprzyjają, gdy tego potrzebujemy. Tak było i tym razem. Wszyscy siedzieliśmy w chacie już od rana, zanim w górze pojawiły się czarne chmury, a im dłużej czekaliśmy, tym bardziej szare sta…

  „Magia z Bukowego Lasu. Wyprawa w nieznane...” Minęło sporo czasu, odkąd wróciliśmy z naszej pierwszej, a zarazem ostatniej podróży. Rowennę zdenerwowało, że nie udało nam się zebrać wszystkich roślin z listy. Stwierdziła, że najwidoczniej zbyt wcześnie wysłała nas w świat. Chociaż do tamtego momentu jej słowa, były dla nas niczym rozkazy samego króla, wkrótce po tych wydarzeniach straciły na znaczeniu.           Coś w nas się zmieniło, s…

            FTW             Na rozstaju dróg kapliczka stała, a w niej Jezus Frasobliwy. Siedział tak pod niewielkim daszkiem; w zimie mróz, a w lecie doskwierał upał, ale przynajmniej nie padało na głowę. Nie wyglądał na trzydziestotrzyletniego mężczyznę; jego zmarszczki raczej nadawały mu pewnej sędziwości. W sumie nie należy się dziwić, nie wiadomo, ile lat już tak…

FtW – Duch gór, duch przygody, duch pokoju i pokój ducha, duch prawa, w duchu miłości, a także i porozumienia, albo też pojednania, niby wszystko jest takie racjonalne, a tak naprawdę to jakby jeden wielki seans spirytystyczny. Pojmowanie, nazywanie i regulowanie świata pachnie magią i jakimiś starożytnymi misteriami. Może po prostu chodzi o zamaskowanie faktu, iż nazwy i reguły to tylko powierzchowna plandeka na rzeczywistość, a pod spodem wije się amorficzny nieład, taki d…

FtW Jakże nieistotny okazał się fakt porannego, heroicznego powstania z łóżka. Gdyby dzień okazał się dla niego nieco łaskawszy, kazałby je opiewać w annałach porannych powstań. Fakt, nie było ono listopadowe, ani też styczniowe, ani też w żadnej mierze powstaniem tkaczy, ale jednak powstaniem. Pełna dramaturgii i męstwa walka z grawitacją, by podnieść głowę, a później całą resztę; to nie były przelewki. Taką chwilę mógłby Fidiasz swym dłutem uwiecznić, ale tak, wszystko w b…