Opowiadania
Bochnia
FtW
Tęsknie za ciepłym wiatrem, za nagrzanym powietrzem niosącym różne zapachy, nawet takie jak woń końskiej kupy na rozgrzanym asfalcie. Za zgrzytem łańcucha przymocowanego do wiadra, obijającego się o cembrowinę, dźwigającego na powierzchnię lodowatą wodę. Chciałbym usłyszeć śpiew ptaków w koronach drzew na cmentarzu, by przemijanie w łagodny sposób koegzystowało z teraźniejszością. Życiodajne soki płynące z kości przodków delikatnie szumiałyby listowiem, łącząc wczoraj i…
Reklamówka
FtW
Reklamówka porzucona gdzieś na poboczu drogi, uchwycona na zdjęciu reportera dokumentującym ucieczkę z własnego domu, którego już nie ma. Przeszłość została zbombardowana i przyszłość także, pozostawiono jedynie niepewność i strach. Pakunek, co miał zmieścić całe dotychczasowe życie, ciśnięty – leży niepotrzebny jakby miał podkreślać…
Piknik
FtW
Na wywczas bym pojechał, nie na żaden urlop, wakacje, tylko wywczas taki solidny, nieokreślony czasowo, gdzieś do wód, lasów i wzniesień. Tam, gdzie ludzie przyjaźni i mili, gdzie można by uciąć pogawędkę choćby o pogodzie, a słowa by nie były obciążone balastem problemów, w jakiej kondycji znajduje się świat, człowiek i dokąd to wszystko zmierza. Kolaską bym pojechał, nie żadnym samochodem. Bo jakże nim można zanurzyć się w krajobraz i też po nim brodzić, najwyżej rozc…
Latarnik
FtW
Szybko zerwał się z fotela i wybiegł po schodkach na dookolny balkon, obiegający lampę latarni. Deszcz zacinał z boku zawzięcie i jednostajnie, jedynie podczas powiewu jakby wzmagał swoją intensywność, a fale morskie z monotonną obojętnością rozbijały się o nabrzeże.
– Dobrze, że pada, zmyje to paskudztwo z mojej twarzy – pomyślał – nie będzie śladu po tej upokarzającej cieczy. Przecież jestem mężczyzną, co najwyżej co jakiś czas powinienem uronić jakiś kamień, może di…
Gondor wzywa, czy Rohan odpowie?
FtW
Nie, nie odpowie. Jest paru jeźdźców, ale nie mają koni, a ci, co mają, są za ciężcy, by na nie wsiąść. Elfy w Davos szafują ludzkim mięsem, ćmiąc hawańskie cygara – „Ci do niewolniczej pracy, a tych trzeba uwolnić na cmentarz”. Może dlatego, że Śródziemie nie istnieje, jest tylko Środbłocie tajemnych powiązań i interesów. Ktoś przesądził już mój los, tylko nie wiem, jak będzie wyglądał. Orkowie robią to, co zwykle – mordują, gwałcą i kradną; po wszystkim ktoś powie: „To…
Rzeka
FtW
Nad rzeką, niedaleko mostu siedział wędkarz, była to niewielka rzeka i most był też niezbyt duży. Woda parowała lekko, jak to o poranku, a wędkarz stanowił element krajobrazu, niemal tak samo, jak jego poprzednicy w tym miejscu, przed stu, czy dwustu laty. Rzeka i most były niedaleko miasteczka, ono też było nieduże, zanurzone w prowincji, czyli było to miasteczko prowincjonalne. Ono od lat gapiło się w j…
Duch
FtW
Chłód stali nierdzewnej stołu do sekcji, był jednakowy jak ciała spoczywającego na nim, tak materia z materią doznały jedności temperatur, osobliwego zjednoczenia, swoistej unii oziębłości. Duch chciał wzlecieć ku światłu, które zlokalizował na górze, lecz poczuł opór czegoś twardego i koniec końców wylądował w kąciku, gdzie przycupnął oszołomiony. Mimo że wyleciał z dość dużego ciała, był on raczej niewielki, można by powiedzieć wręcz k…
Kratki cz. II
moved mind/ PoRUSZony UMYSŁ
4
Lisa siedzi na huśtawce, machając stópkami ubranymi w powycierane buciki. Jasne blond włosy sięgają jej pasa – taka moda. Osiem lat, dorosłych lat, skończyła w kwietniu. Jest maj. Nieco starsza i wolniejsza Rose kucnęła obok zardzewiałej huśtawki. Dziewczynka patrzy na tatusia, który kopie żelazną łopatką sporych wielkości dół. Co jakiś czas ciężko stęka. Lisa nie wie, co jest w duż…
Kratki
MOVED MIND/PORUSZONY UMYSŁ
1
Lisa Jonson była bardzo religijna.
Dlatego też, kiedy obudziła się z najprawdziwszymi, krwawiącymi stygmatami na rękach i stopach, po jej policzkach spłynęły łzy niedowierzania i radości, i odmówiła pełną miłości modlitwę, klęcząc na kolanach. Zauważyła je, biorąc się za poranną toaletę. Nie odnotowała wcześniej poplamio…
Rebeliant
FtW
Idę lekko przygarbiony, wzrok mam wbity w podłoże, nie dlatego, że szukam tam śladów minionej świetności, po prostu źle widzę i dlatego nie patrzę przed siebie, wypatrując lepszego jutra. Dla postronnego obserwatora może to wyglądać, iż lezę tak i zapewne coś knuję, a jak knuję, to nic dobrego z tego wyjść nie może. Bo knucie budzi podejrzenia, brak pewności, poczucie…