FtW
Anastazis
Przyszła Jesień wystrojona w korale i suknię różnobarwną utkaną różnego rodzaju listowia, twarz miała zasłoniętą woalką z pajęczych nici, na której lśniły w porannym słońcu perły rosy. Przyszła taka uwodzicielska i zamąciła w głowie biednemu Latu, on zamiast zachować zdrowy rozsądek, głupi jak każdy chłop, dał się jej porwać i w niej zatracić, dopiero wtedy pokazała swoją prawdziwą twarz. Bez zbędnych ceregieli zamordowała biedaka, przykryła jego grób grubą warstwą rozkładającego się listowia - ten strój nie był jej już do niczego potrzebny. Teraz pokazała swoje prawdziwe oblicze: ciemność, strugi deszczu, zgnilizna i zapomnienie.
Gdy nic już nie pozostało, tylko krótki wycinek między wczoraj, a końcem, a na wszelkie jasne promyki założono filtry. To nie można zrobić już nic innego, jak usiąść wygodnie i się napawać widokiem pędu, którego już nie jesteśmy częścią. Obserwować niczym widowisko, które ani nie jest ciekawe, ani też porywające, ale przecież trwać musi. Nawet nie potrzebne są już refleksje, bo one mają szykować nas na jutro. Jedyny promyk nadziei to Anastazis - byle do wiosny.