Pokrzyk
FtW
Pokrzyk
Ulicami miasta szedł tłum, innymi arteriami szedł drugi tłum. Czy dwa tłumy to już jest tłumok? Nie znam odpowiedzi na takie pytania. Ludzie krzyczeli by dać im to, albo tamto, albo też żeby im coś oddać co im ponoć zabrano. Szli tak i się darli nikogo nie słuchając, jak dzieci, które chcą coś wymusić używają intensywnie dźwięku by spełnić ich życzenie. Ale tym razem nikt nie spełni zachcianek, bo oni zostali wypuszczeni tylko po to żeby sobie pokrzyczeć, wymyślono hasła, by dźwięk rozkładał się jednolitą falą, dziś są one takie, jutro takie, a za pięć lat jeszcze inne. Dziwi mnie, że jeszcze żaden fizyk nie zrobił doktoratu na temat "Wpływ drgań cząsteczek na zamianę dup w fotelach", to było by epokowe dzieło. Idą tak i krzyczą, twarze purpurowieją z wysiłku, machają transparentami na których widnieją hasła te co wydobywają im sie z gardeł, nie wiem czy dlatego aby ich nie zapomnieli, czy też to co wykrzyczane musi być też napisane, aby wzmóc siłę sprawczą tego hałasu. Ja sobie nic z tego nie robię, stoję za firanką i się tylko przyglądam. Czekam tylko na ten moment gdy oni wszyscy zamilkną. Tak chwila ciszy to jest mój czas!
Nie wiadomo, po co?
Nie wiadomo skąd, nie wiadomo kiedy i niewiadomo po co, pojawił się na ulicach miast. Twarz miał nieco szczurkowatą, nerwowo poruszał nozdrzami, a jego oczy rozwiercały okolicę w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Miał zapewne bogatą osobowość, był tam, widział to i owo, no i przeżył niejedno. Na pewno kiedyś widziałeś jego, w ciemnych zaułkach ulic, mrocznej piwnicy, lub jak się przemykał pośród drzew w zacienionym parku. Nie wiesz po co, on się tak skrada?
To proste - on poluje, na Ciebie, na mnie, na jakiego bądź frajera. Nie znasz dnia, ani godziny, kiedy ściśnie cię za gardło, może to być niedzielny obiad z rodziną, mało czułe tet a tet z szefem, czy też podróż samochodem przez zatłoczone miasto. Tylko czeka na odpowiedni moment, by zabrać Twój święty spokój, jest bezwzględnym myśliwym wypatrującym momentu słabości. Tak to on - niepokój egzystencjalny.
Sędzi -wuj
Na szczycie wzgórza ktoś rozpalił Słońce, nie wiadomo czy żeby był widać wszystkie ludzkie złe uczynki, czy też żeby dodać blasku człowieczej chwale. W każdym razie zrobiło się jasno, nie tak żeby od razu trzeba było oczy zamykać, ale na tyle żeby było wszystko widać. Ale co z tego, kiedy nikt nie chciał patrzyć, tylko słuchać o tym czego nie ma, bo przecież wiadomo, że akurat nie istniejące jest najfajniejsze, a jeżeli już patrzeć to nie na swoje, ale na cudze, bo tam można dostrzec, czego u siebie nie zobaczymy.
I przyszedł facet z dzidą, miał ją długą i ostro zakończoną, zamachnął się z całej siły i cisnął w gwiazdę rozsiewającą blask. Ale, że był tylko zwykłym facetem, a nie żadnym herosem to nie trafił i tylko coś jemu strzeliło w plecach. Dlaczego się odważył na ten obrazoburczy gest? Co go skłoniło do takiej desperacji? - zapytał by dziś czujny reporter. Ale to były czasy gdy nie było takowych, jedynie Sędzi - wuj znał odpowiedź, bo znał wiele odpowiedzi. A nie była ona nazbyt skomplikowana, bo wtedy moralność nie była może najwyższej próby, ale nikt się z tym nie chciał obnosić.